Nie będę tu szczegółowo opisywał wszystkich rozpraw, jakie miałem przyjemność odbyć przeciwko Barbarze Słocie - pierwsza, w sądzie gospodarczym o zapłatę należności za druk „Biuletynu Fotograficznego Świat Obrazu”, zakończyła się moim sukcesem, jeśli można to tak nazwać, bo sąd apelacyjny nakazał Bogusławie Słocie wpłacić na moje konto kilkanaście tysięcy złotych wraz z odsetkami. Dzisiaj jej zadłużenie wobec mnie wynosi ponad 20 tysięcy złotych i cały czas rośnie (odsetki), ale niestety, jak dotąd nie otrzymałem od Barbary Słoty ani złotówki. Także krakowski komornik nie zdołał niczego uzyskać, ponieważ egzekucja okazała się bezskuteczna.
Jeszcze zanim zakończyła się sprawa w sądzie gospodarczym pozwoliłem sobie na tym blogu skreślić parę zdań o tymże procesie, co oburzyło Barbarę Słotę do tego stopnia, że postanowiła wystąpić do sądu cywilnego z pozwem przeciwko mnie o ochronę dóbr osobistych. Poniżej, w poprzednim poście - jak ostatecznie zakończył się ten proces. Opublikowane poniżej oświadczenie kończy sprawę na tym etapie. Powiem tylko tyle, że wystąpiłem do sądu apelacyjnego z wnioskiem o uzasadnienie wyroku i być może wystąpię do Sądu Najwyższego o kasację wyroku.
Piszę o tej całej sytuacji z niesmakiem, ponieważ stokroć bardziej lubię pisać o fotografii, a nie o przykrościach, jakie mnie spotykają. Czasem jednak i z takimi przypadkami musi mieć do czynienia wydawca i drukarz... I musi jak najszybciej zapomnieć o Bogusławie Słocie.
wtorek, 15 maja 2012
Wyrok w sprawie z powództwa Bogusławy Słoty przeciwko Waldemarowi Śliwczyńskiego
Sąd Apelacyjny w Poznaniu parę dni temu rozpatrzył apelację złożoną przez Bogusławę Słotę od wyroku Sądu Rejonowego w Poznaniu, który oddalił jej powództwo przeciwko mnie. Sąd Apelacyjny w części zmienił ten wyrok i nakazał mi opublikować na tym blogu na 14 dni oświadczenia następującej treści:
Ja, Waldemar Śliwczyński oświadczam, że zawarte w moim artykule pod tytułem „Jak oszukiwać ludzi, czyli jak zlecać robotę, a potem nie zapłacić” informacje dotyczące wymienionej w nim B. Słoty, o treści „...dokładnie wiedziała co robi - twierdzę, że od początku jej działania były obliczone na oszukanie mnie, od początku wiedziała, że mi nie zapłaci” były nieprawdziwe, za co B. Słotę przepraszam.
wtorek, 8 maja 2012
„Najpiękniejsza Książka Roku 2011” - mamy wyróżnienie!
Tak się cieszę!
Fragment pisma zawiadamiającego o wyróżnieniu
Pierwszy raz wysłaliśmy naszą publikację na konkurs piękności, dlatego tym bardziej cieszymy się, że mamy wyróżnienie. To sukces projektanta, Tomka Wojciechowskiego, ale także fotografa Andrzeja Jerzego Lecha, no i Wydawnictwa Kropka! Słowa uznania należą się również mecenasowi - Tomaszowi Kałużnemu, burmistrzowi Wrześni, który powstanie publikacji sfinansował, za odwagę, za zaufanie dla twórców dzieła. To rzadkie, bo przeważnie „władza wie lepiej”, też „co ładne”. W piątek w Pałacu Kultury i Nauki wręczenie nagród i wyróżnień. Ja będę wtedy na Festiwalu w Łodzi, więc wyróżnienia nie odbiorę, ale Tomek prawdopodobnie pojedzie...
To takie ważne, aby publikowanie (powielanie, zwielokrotnianie, reprodukowanie) fotografii odbywało się w formie, która sama w sobie jest piękna, aby przedmiot, czyli album lub teka, pudło z luźnymi kartkami i inne, chciało się wziąć do ręki, żeby chciało się z „tym czymś” obcować, smakować je, wracać do niego. Jeśli już decydujemy się na formę papierową, to zróbmy wszystko, aby Czytelnik/Widz/Odbiorca (zawsze pisani z wielkiej litery!) owa konsumpcja była jakimś przeżyciem, doświadczeniem... czymś więcej niż zapoznaniem się z fotografią (jej obrazem, jej komputerową kopią, a nie nią samą) poprzez ekran, wyświetlacz. Chociaż reprodukcja poligraficzna nie jest doskonała, to w moim przekonaniu jest wiele bliższa oryginałowi, czyli odbitce na papierze, niż to, co wyświetlane jest na monitorze, czy wyświetlaczu. Z tego właśnie powodu - nadal drukowanie albumów fotograficznych ma sens. Dlatego nadal ludzie je kupują. Czyż nie?
W Paryżu kupiłem sobie w nadkanałowej księgarni Artbazar (reklamują się jako najlepsza na świecie księgarnia fotograficzno-dizajnerska) dwa albumy Burtynsky'ego „Oil” oraz Nadava Kandera Yangtze - The Long River. Jestem zauroczony tą fotografią. U Bogdana Konopki, który ma duży zbiór książek i albumów fotograficznych, obejrzałem sporo, trochę poczytałem - żeby zobaczyć i doczytać wszystko, co mnie interesuje, musiałbym zostać tam jeszcze z pół roku. Wyjeżdżałem - z tego powodu - trochę niezrealizowany, ale i tak szczęśliwy. Prawie tydzień w Paryżu, bez żadnych zobowiązań, obowiązków (oprócz sprawiania sobie przyjemności) - to niesamowite przeżycie. Prawie nie fotografowałem. Ale nie odmówiłem sobie paru migawek:
Od lewej: Tomasz Wojciechowski (fattombo), Leon Wojciechowski, 3 lata, Emilia Wojciechowska (mama Leona i żona Tomka), ja, Jola, moja żona - w tle Ogrody Tuillerie, leniuchy sobie siedzą
Widok z okna Bogdana Konopki na Rue de la Procession
Uwaga historycy fotografii: Wyjątkowo piękna panorama autorstwa Waldemara Ś., szczytowe osiągnięcie nowego dokumentu (chociaż prawy pion się „wali”, bo podniosłem lekko aparat)
Tak naprawdę ten pobyt w Paryżu upłynął mi pod wpływem cudownego małego człowieka, Leona, mojego wnuka i jego rodziców. Jeździł sobie hulajnogą po trotuarach, gadał po swojemu i po polsku z każdym, korzystał na maksa z placów zabaw, podrywał 3-latki... i zaprzyjaźniał się z 3-latkami płci męskiej. Byliśmy tak długo razem... Udało nam się przez 7 dni nie rozmawiać o pracy... Mam wspaniałe dzieci, tak wiele się od nich uczę.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Nowi a starzy dokumentaliści - będzie dialog?
W nowym, 38. numerze „Kwartalnika Fotografia” m.in. znajdzie się artykuł Wojtka Wilczyka zatytułowany „Starzy dokumentaliści albo podrabianie archiwum”. Jest to nieco zmieniona i uzupełniona wersja referatu, jaki autor wygłosił w trakcie sesji naukowej „Wielkie i małe historie fotografii” w Instytucie Historii Sztuki w Warszawie (4-5.11.2009).
Ukazuje się w KF, ponieważ chciałbym, aby był początkiem dyskusji między „młodymi” i „starymi” dokumentalistami. Wydaje mi się, że poruszane przez Wojtka problemy są bardzo ważne, żeby nie powiedzieć fundamentalne, dla wielu fotografów. Wilczyk skupia się na analizie twórczości Wojtka Zawadzkiego, ale mowa jest także o innych przedstawicielach szkoły jeleniogórskiej. Nie napiszę tu, co autor artykułu „zarzuca” Zawadzkiemu i reszcie, bo nie kupicie KF-u (hi, hi), ale uwierzcie, ten artykuł przeczytacie z zainteresowaniem.
Chciałbym, aby obudził dyskusję. To będzie pewien test dla szkoły jeleniogórskiej, czy jest na tyle silna, że zdobędzie się na ripostę. Boję się, że zwycięży pogląd: z Wilczykiem nie polemizujemy, choć chciałbym się mylić.
A co poza tym w najnowszym KF - co już wiecie, bo pisałem wcześniej? Nic wielkiego... niejaki J. P. Witkin, ekskluzywna rozmowa z Tillmansem, 5Klatek... i co ino.
Żeby przyspieszyć realizację zleceń kupiliśmy zbieraczkę... To takie czarodziejskie urządzenie, które z kilku stosów zadrukowanych kartek papieru, które wychodzą z heidelberga, robi jeden, odpowiednio uformowany... Kiedy wczoraj zobaczyłem, jak ona wygląda, jak pracuje, to zrozumiałem, że moje kolejne życiowe marzenie się spełniło. Nasza zbieraczka nazywa się Horizon (nowe horyzonty Wydawnictwa Kropka, tak pomyślałem), wyprodukowały ją malutkie słodkie rączki Japończyków, złożona jest z 4 wież (w każdej jest 8 stacji, czyli półek na kartki), złamywaka (czyli falcerki, inaczej zaginarki, której zadaniem jest zgiąć kartkę), sekcji szyjącej drutem oraz... to już prawdziwa słowna poezja: odcinaka czołowego! Heca hecą, ale takie techniczne urządzenia są niesamowite, na ich pracę można patrzeć i patrzeć... Piękniejszy jest tylko druk, jak te kartki wylatują z heidelberga, jak farba lśni i pachnie. Widzieliście to kiedyś?
Miałem w tym roku (wcześniej też bywały) myśli, żeby zamknąć drukarnię (KF zresztą też chciałem zamknąć, pisałem tu o tym), z powodów ekonomicznych, ale teraz po zakupie zbieraczki, to byłoby nieludzkie... zwłaszcza wobec niej... Papier jest piękny, zwłaszcza zadrukowany... Fotografia i poligrafia... to drugie jest jakby dalszym ciągiem pierwszego, jest powieleniem (poli-) fotografii, jej zwielokrotnieniem. Nawet technologicznie patrząc - druk offsetowy, przynajmniej w fazie przygotowania druku, opiera się na procesie fotograficznym! Pięknie wydrukowana fotografia - patrz np. publikacje Taschena, i innych - tak najczęściej wśród ludzi funkcjonuje fotografia, poprzez druk obcujemy z fotografią. Ostatnio też przez ekrany komputerowe, ale to nie to. Chciałbym, aby moja drukarnia była najlepsza na świecie w druku fotografii... Czy ktoś ma parę milionów na boku, które może mi dać na zakupy sprzętu?
Ukazuje się w KF, ponieważ chciałbym, aby był początkiem dyskusji między „młodymi” i „starymi” dokumentalistami. Wydaje mi się, że poruszane przez Wojtka problemy są bardzo ważne, żeby nie powiedzieć fundamentalne, dla wielu fotografów. Wilczyk skupia się na analizie twórczości Wojtka Zawadzkiego, ale mowa jest także o innych przedstawicielach szkoły jeleniogórskiej. Nie napiszę tu, co autor artykułu „zarzuca” Zawadzkiemu i reszcie, bo nie kupicie KF-u (hi, hi), ale uwierzcie, ten artykuł przeczytacie z zainteresowaniem.
Chciałbym, aby obudził dyskusję. To będzie pewien test dla szkoły jeleniogórskiej, czy jest na tyle silna, że zdobędzie się na ripostę. Boję się, że zwycięży pogląd: z Wilczykiem nie polemizujemy, choć chciałbym się mylić.
A co poza tym w najnowszym KF - co już wiecie, bo pisałem wcześniej? Nic wielkiego... niejaki J. P. Witkin, ekskluzywna rozmowa z Tillmansem, 5Klatek... i co ino.
Żeby przyspieszyć realizację zleceń kupiliśmy zbieraczkę... To takie czarodziejskie urządzenie, które z kilku stosów zadrukowanych kartek papieru, które wychodzą z heidelberga, robi jeden, odpowiednio uformowany... Kiedy wczoraj zobaczyłem, jak ona wygląda, jak pracuje, to zrozumiałem, że moje kolejne życiowe marzenie się spełniło. Nasza zbieraczka nazywa się Horizon (nowe horyzonty Wydawnictwa Kropka, tak pomyślałem), wyprodukowały ją malutkie słodkie rączki Japończyków, złożona jest z 4 wież (w każdej jest 8 stacji, czyli półek na kartki), złamywaka (czyli falcerki, inaczej zaginarki, której zadaniem jest zgiąć kartkę), sekcji szyjącej drutem oraz... to już prawdziwa słowna poezja: odcinaka czołowego! Heca hecą, ale takie techniczne urządzenia są niesamowite, na ich pracę można patrzeć i patrzeć... Piękniejszy jest tylko druk, jak te kartki wylatują z heidelberga, jak farba lśni i pachnie. Widzieliście to kiedyś?
Miałem w tym roku (wcześniej też bywały) myśli, żeby zamknąć drukarnię (KF zresztą też chciałem zamknąć, pisałem tu o tym), z powodów ekonomicznych, ale teraz po zakupie zbieraczki, to byłoby nieludzkie... zwłaszcza wobec niej... Papier jest piękny, zwłaszcza zadrukowany... Fotografia i poligrafia... to drugie jest jakby dalszym ciągiem pierwszego, jest powieleniem (poli-) fotografii, jej zwielokrotnieniem. Nawet technologicznie patrząc - druk offsetowy, przynajmniej w fazie przygotowania druku, opiera się na procesie fotograficznym! Pięknie wydrukowana fotografia - patrz np. publikacje Taschena, i innych - tak najczęściej wśród ludzi funkcjonuje fotografia, poprzez druk obcujemy z fotografią. Ostatnio też przez ekrany komputerowe, ale to nie to. Chciałbym, aby moja drukarnia była najlepsza na świecie w druku fotografii... Czy ktoś ma parę milionów na boku, które może mi dać na zakupy sprzętu?
środa, 11 kwietnia 2012
A ludzi Pan fotografuje?
Rzadko, ale zdarza mi się fotografować ludzi:
San Giovani Rotondo (2006)
Czekałem i czekałem, aż trafi się spacerujący gruby zakonnik (prawie sami tacy tam byli) na pustym deptaku z samotnym drzewem. No, ale nie udało się - turyści, a może stosowniej byłoby powiedzieć pielgrzymi, byli i byli. A ja nie mogłem dłużej czekać...
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Przepraszam, że tak długo milczałem
Byłem chory na śmiertelną chorobę, właściwie jeszcze nie wyzdrowiałem - byłem przeziębiony, miałem katar, gardło mnie bolało. A wszystko zaczęło się w marcu, kiedy zachciało mi się „odpocząć” w górach. Pojechałem do Zakopanego, polazłem do Morskiego Oka, wjechałem na Kasprowego, potem pieszo na Kaltówki i nawet na Gubałówkę, no i mnie dopadło. Wiosenne przeziębienie. Po czterech nockach w Zakopcu wróciłem do domu, mimo temperaturki kierowałem autem osobowym marki toyota avensis rocznik 2003/4 (nabyłem w 2004). A potem to przez tydzień pan kotek był chory i leżał w łożeczku. Fajnie było - czemu tak rzadko jestem chory?!
Ale w sumie to do dupy jest takie chorowanie, kiedy ma się tyle spraw na głowie, i tak pracowałem - mejlowałem, odbierałem telefony, a nawet czegoś chciałem od pracowników, czyli - wydawałem decyzje. Współczuję im - chory, a decydent. Uwierzcie mi - nie chciałem tego, ale trzeba było. Tak chciałbym kiedyś odsapnąć i nie myśleć o tych wszystkich „ważnych” sprawach... One są zawsze przy mnie i od tak wielu lat.
Ale nie o tym chcecie się dowiedzieć, tylko np. o najnowszym KF-ie...
Najkrócej mówiąc, czuję ogromną ekscytację. Najnowszy numer, uwierzcie mi, będzie najlepszy z dotychczasowych! Nie mam jeszcze wszystkich materiałów, ale prawie wszystkie. A jak będą już wszystkie, to chyba zakocham się po uszy w tym numerze. Wszyscy autorzy są cudowni (po „Ladies” wiem, że cudowna to jest woda w Licheniu), że dostarczyli takie niesamowite materiały. Zobaczycie sami. Nie chcę na razie ujawniać, co będziemy mieli w KF-ie, bo nie wszystko jeszcze mam fizycznie - tekstowo i ilustracyjnie, ale uwierzcie mi - numer będzie odlotowy. Na pewno dla mnie, czyli - jestem tego pewien - też dla Was, Drodzy Czytelnicy i Miłośnicy Fotografii, Dobrzej Fotografii. O jednym, który na pewno będzie w „Kwartalniku” już Wam powiem - o Tomaszu Gudzowatym. Zobaczycie zdjęcia, których nie znacie, a także dowiecie się o tym rewelacyjnym fotografie rzeczy, których z pewnością się nie spodziewacie. Ja też nie wiedziałem... On uwielbia 4x5 cala...
A Witkina, a Tillmansa, a 5 klatek lubicie?
Już za dużo powiedziałem.
Będzie co oglądać i oglądać.
Kropka Foreckiego wydaje, jego Kolekcję wrzesińską 2011... Kupcie se!
A wiejskie dwory wielkopolskie kończę fotografować - wydaje mi się, że jestem wielkim polskim fotografem. Wielki temat, wielki format negatywu, znaczy się - wielki fotograf... Książkę czas wydać.
Do zobaczenia i słyszenia.
Ale w sumie to do dupy jest takie chorowanie, kiedy ma się tyle spraw na głowie, i tak pracowałem - mejlowałem, odbierałem telefony, a nawet czegoś chciałem od pracowników, czyli - wydawałem decyzje. Współczuję im - chory, a decydent. Uwierzcie mi - nie chciałem tego, ale trzeba było. Tak chciałbym kiedyś odsapnąć i nie myśleć o tych wszystkich „ważnych” sprawach... One są zawsze przy mnie i od tak wielu lat.
Ale nie o tym chcecie się dowiedzieć, tylko np. o najnowszym KF-ie...
Najkrócej mówiąc, czuję ogromną ekscytację. Najnowszy numer, uwierzcie mi, będzie najlepszy z dotychczasowych! Nie mam jeszcze wszystkich materiałów, ale prawie wszystkie. A jak będą już wszystkie, to chyba zakocham się po uszy w tym numerze. Wszyscy autorzy są cudowni (po „Ladies” wiem, że cudowna to jest woda w Licheniu), że dostarczyli takie niesamowite materiały. Zobaczycie sami. Nie chcę na razie ujawniać, co będziemy mieli w KF-ie, bo nie wszystko jeszcze mam fizycznie - tekstowo i ilustracyjnie, ale uwierzcie mi - numer będzie odlotowy. Na pewno dla mnie, czyli - jestem tego pewien - też dla Was, Drodzy Czytelnicy i Miłośnicy Fotografii, Dobrzej Fotografii. O jednym, który na pewno będzie w „Kwartalniku” już Wam powiem - o Tomaszu Gudzowatym. Zobaczycie zdjęcia, których nie znacie, a także dowiecie się o tym rewelacyjnym fotografie rzeczy, których z pewnością się nie spodziewacie. Ja też nie wiedziałem... On uwielbia 4x5 cala...
A Witkina, a Tillmansa, a 5 klatek lubicie?
Już za dużo powiedziałem.
Będzie co oglądać i oglądać.
Kropka Foreckiego wydaje, jego Kolekcję wrzesińską 2011... Kupcie se!
To jest Konarzewo koło Poznania, park przy pałacu, będzie przerywnikiem w książce
Do zobaczenia i słyszenia.
środa, 7 marca 2012
Fotografia to nie socjologia i takie tam...
Parę dni temu byłem w Wągrowcu na wernisażu wystawy „Marginesy historii”, czyli tej, która w maju 2011 była pokazana w Spocie w Poznaniu podczas Biennale Fotografii i w której mam przyjemność brać udział. Dla mnie w Wągrowcu najciekawsza była dyskusja, jaka rozegrała się po towarzyszącemu wystawie spotkaniu z Łukaszem Rogowskim, młodym poznańskim socjologiem, który na zaproszenie Sławka Tobisa (kuratora i organizatora całego przedsięwzięcia) przeprowadził mini badania socjologiczne w okolicach Marylina - Piłki - Drawska, czyli tam, gdzie fotografowaliśmy. Rogowski przedstawił w skrócie wyniki swoich badań.
Słuchając go zastanawiałem się cały czas jak nasze fotografowanie ma się do tego, co o ludziach mieszkających w gminie Drawsko był w stanie powiedzieć socjolog i czy można w ogóle na jednej płaszczyźnie stawiać jego i nasze „ustalenia”. Skracając maksymalnie wywód można powiedzieć, że to, co on konstatuje ma się nijak do tego, co my fotografowie pokazujemy. I tu jest zasadnicza różnica - on „mówi”, „twierdzi”, „konstatuje”, a my „pokazujemy”. On posługuje się słowem, językiem dyskursywnym, obiektywnym, naukowym, neutralnym (w założeniu) aksjologicznie, nieoceniającym, natomiast my - tworzymy jedynie pewne opowieści obrazkowe. Można je (te nasze cykle obrazków) oczywiście werbalizować, tłumaczyć na słowa, ba! nawet wielkie eseje na ich temat napisać, a ich objętość (tych esejów) będzie zależała tylko od naszej wrażliwości, erudycji, bądź grafomaństwa, ale - mam co do tego głębokie przekonanie - będą to tylko i wyłącznie nasze wizje rzeczywistości Pogranicza, a nie żadna o nim Prawda. Każdy zestaw autorski, jaki powstał na Tobisowym plenerze, więcej mówi o autorze niż o „opisywanej” rzeczywistości. Każdy z fotografów po swojemu zinterpretował to, co zastał w leśno-puszczyńskim niedawnym pograniczu polsko-niemieckim. Każdy dostrzegł coś innego i to uwiecznił. Każdy pokazał co go chwyciło. Wiedzy jednak o tym terenie, w moim przekonaniu, nasze fotografie nie przekazują - tę przekazują np. badania socjologiczne i inne... historyczne, etnograficzne, demograficzne, a nawet... dziennikarskie (w dyskusji poruszył ten problem Jerzy Mianowski).
Sztuka zawsze chorowała na „dziecięcą chorobę naukowości”, tzn. miała ambicje badawcze, czyli naukowe. Niepotrzebnie. Sztuka niech będzie sztuką, niech daje radość, emocje, niech budzi dyskusję, niech jeździ po bandzie. To byłoby straszne, gdyby sztuka stała się nauką...
Teraz parę słów o tym, co aktualnie robię. Przygotowuję nowy „Kwartalnik”, a także swoją książkę-album o opuszczonych dworach ziemiańskich w Wielkopolsce. Wpierw o pierwszym zajęciu - będzie to numer mocno fotoreporterski, choć będą też inne materiały. Ukaże się w maju. Bardzo cieszę się, że Mariusz Forecki zgodził się mieć swoje stałe „okienko” w KF. Jego „5 Klatek” będzie zapewne mocnym, stałym elementem pisma. Nie zdradzę, co Mariusz zaprezentuje teraz, ale nie będzie to nic własnego... Przy okazji z wielką frajdą informuję, że fragment Kolekcji wrzesińskiej 2011 Mariusza Foreckiego - fotoreportaż z polowania Koła Łowieckiego „Szarak” z Wrześni - zdobył drugie miejsce w konkursie BZWBK Press Foto 2012 w kategorii „Środowisko naturalne - fotoreportaż”. Zaprezentujemy też twórczość innych fotoreporterów, chociaż ich działalność często wykracza poza zwykłą robotę fotografów prasowych. Nie mogę na razie ujawniać wszystkich szczegółów tego, co planujemy, ponieważ nie wszystko jest pewne - kiedy będę miał wszystko na biurku, czyli w kompie, to będę mógł ogłaszać. Na pewno będzie co oglądać i co czytać.
Moja książka. Od 2009 fotografuję to, co pozostało z wiejskich dworów w Wielkopolsce. Powoli nadchodzi czas, aby to pokazać... Tak się składa, że równo sto lat temu, czyli w 1912 Leonard Durczykiewicz wydał swoje wiekopomne „Dwory polskie w Wielkiem Księstwie Poznańskiem”, czyli pojawia się dodatkowa okazja, aby wrócić do tematu. Jeszcze przez marzec i kwiecień będę fotografował, a potem już tylko skanowanie, wybieranie, pisanie, projektowanie i druk. Nie będzie to zapis kompletny, jak z synagogami i domami modlitwy Wojtka Wilczyka, bo nie mam takich ambicji, nie będzie to też interwencja typu: ratujmy zabytki, bo sporo wiejskich siedzib ziemiańskich jest świetnie odnowionych, ale raczej „esej historyczny” przypominający o holokauście ziemian jako klasy społecznej. Czy przeszlibyśmy dzisiaj „do porządku dziennego”, gdyby ktoś wymyślił, że trzeba pozbawić majątku i domów np. wszystkich przedsiębiorców rolnych i inteligentów tam żyjących?
Słuchając go zastanawiałem się cały czas jak nasze fotografowanie ma się do tego, co o ludziach mieszkających w gminie Drawsko był w stanie powiedzieć socjolog i czy można w ogóle na jednej płaszczyźnie stawiać jego i nasze „ustalenia”. Skracając maksymalnie wywód można powiedzieć, że to, co on konstatuje ma się nijak do tego, co my fotografowie pokazujemy. I tu jest zasadnicza różnica - on „mówi”, „twierdzi”, „konstatuje”, a my „pokazujemy”. On posługuje się słowem, językiem dyskursywnym, obiektywnym, naukowym, neutralnym (w założeniu) aksjologicznie, nieoceniającym, natomiast my - tworzymy jedynie pewne opowieści obrazkowe. Można je (te nasze cykle obrazków) oczywiście werbalizować, tłumaczyć na słowa, ba! nawet wielkie eseje na ich temat napisać, a ich objętość (tych esejów) będzie zależała tylko od naszej wrażliwości, erudycji, bądź grafomaństwa, ale - mam co do tego głębokie przekonanie - będą to tylko i wyłącznie nasze wizje rzeczywistości Pogranicza, a nie żadna o nim Prawda. Każdy zestaw autorski, jaki powstał na Tobisowym plenerze, więcej mówi o autorze niż o „opisywanej” rzeczywistości. Każdy z fotografów po swojemu zinterpretował to, co zastał w leśno-puszczyńskim niedawnym pograniczu polsko-niemieckim. Każdy dostrzegł coś innego i to uwiecznił. Każdy pokazał co go chwyciło. Wiedzy jednak o tym terenie, w moim przekonaniu, nasze fotografie nie przekazują - tę przekazują np. badania socjologiczne i inne... historyczne, etnograficzne, demograficzne, a nawet... dziennikarskie (w dyskusji poruszył ten problem Jerzy Mianowski).
Sztuka zawsze chorowała na „dziecięcą chorobę naukowości”, tzn. miała ambicje badawcze, czyli naukowe. Niepotrzebnie. Sztuka niech będzie sztuką, niech daje radość, emocje, niech budzi dyskusję, niech jeździ po bandzie. To byłoby straszne, gdyby sztuka stała się nauką...
Teraz parę słów o tym, co aktualnie robię. Przygotowuję nowy „Kwartalnik”, a także swoją książkę-album o opuszczonych dworach ziemiańskich w Wielkopolsce. Wpierw o pierwszym zajęciu - będzie to numer mocno fotoreporterski, choć będą też inne materiały. Ukaże się w maju. Bardzo cieszę się, że Mariusz Forecki zgodził się mieć swoje stałe „okienko” w KF. Jego „5 Klatek” będzie zapewne mocnym, stałym elementem pisma. Nie zdradzę, co Mariusz zaprezentuje teraz, ale nie będzie to nic własnego... Przy okazji z wielką frajdą informuję, że fragment Kolekcji wrzesińskiej 2011 Mariusza Foreckiego - fotoreportaż z polowania Koła Łowieckiego „Szarak” z Wrześni - zdobył drugie miejsce w konkursie BZWBK Press Foto 2012 w kategorii „Środowisko naturalne - fotoreportaż”. Zaprezentujemy też twórczość innych fotoreporterów, chociaż ich działalność często wykracza poza zwykłą robotę fotografów prasowych. Nie mogę na razie ujawniać wszystkich szczegółów tego, co planujemy, ponieważ nie wszystko jest pewne - kiedy będę miał wszystko na biurku, czyli w kompie, to będę mógł ogłaszać. Na pewno będzie co oglądać i co czytać.
Moja książka. Od 2009 fotografuję to, co pozostało z wiejskich dworów w Wielkopolsce. Powoli nadchodzi czas, aby to pokazać... Tak się składa, że równo sto lat temu, czyli w 1912 Leonard Durczykiewicz wydał swoje wiekopomne „Dwory polskie w Wielkiem Księstwie Poznańskiem”, czyli pojawia się dodatkowa okazja, aby wrócić do tematu. Jeszcze przez marzec i kwiecień będę fotografował, a potem już tylko skanowanie, wybieranie, pisanie, projektowanie i druk. Nie będzie to zapis kompletny, jak z synagogami i domami modlitwy Wojtka Wilczyka, bo nie mam takich ambicji, nie będzie to też interwencja typu: ratujmy zabytki, bo sporo wiejskich siedzib ziemiańskich jest świetnie odnowionych, ale raczej „esej historyczny” przypominający o holokauście ziemian jako klasy społecznej. Czy przeszlibyśmy dzisiaj „do porządku dziennego”, gdyby ktoś wymyślił, że trzeba pozbawić majątku i domów np. wszystkich przedsiębiorców rolnych i inteligentów tam żyjących?
Rybowo, pow. Wągrowiec
Subskrybuj:
Posty (Atom)






