środa, 10 sierpnia 2011

Zapraszam na łamy „Kwartalnika Fotografia”

Czytelnicy mojego bloga są pierwszymi, którzy dowiadują się o dwóch moich pomysłach, które chcę zrealizować w najbliższych numerach KF:

1. Jeden z najbliższych numerów KF jako temat przewodni będzie miał hasło: „Bieda - bogactwo, biedni - bogaci”. I biedę i bogactwo chcemy rozumieć szeroko, nie tylko dosłownie, czyli w sensie materialnym, ale też metaforycznie jako biedę i bogactwo duchowe. Patrząc na historię fotografii można odnieść wrażenie, że bieda była tematem podejmowanym przez fotografów i częściej, i chętniej niż bogactwo, chociaż bieda i bogactwo to dwa skrajne bieguny tej samej rzeczywistości. Oba światy, każdy na swój sposób inaczej, są hermetyczne: i bogaci i biedni izolują się od reszty społeczeństwa - każdy z innych powodów. Bieda i bogactwo, biedni i bogaci - jedni i drudzy mają też swoją ideologię, która usprawiedliwia i uzasadnia ten stan. Funkcjonują różne obrazy rzeczywistości, zarówno biednych, jak i bogatych. Jednym ze stereotypów jest np. uznawanie biednych za dobrych, a bogatych za złych, chociaż wszyscy zgadzamy się z tym, że jest to pewne uproszczenie. Tak czy inaczej, chciałbym, abyśmy poprzez różne podejścia do problemu spróbowali w KF pochylić się nad zarysowaną problematyką. Proszę o propozycje tekstów i zdjęć. Adres: w.sliwczynski@fotografia.net.pl lub redakcja@fotografia.net.pl.


2. 11.11.11.
Sześć jedynek to zjawisko, które nigdy już się nie powtórzy. 11 listopada 2011 jest tylko raz! Z tej okazji „Kwartalnik Fotografia” zaprasza do wzięcia udziału w akcji fotograficznej, która polega tylko i wyłącznie na fotografowaniu w tym dniu swojego otoczenia, gdziekolwiek się znajdziecie. Słowem: chodzi o stworzenie fotograficznego portretu naszego kraju - Jednego dnia z życia Polski. Nie wiemy dzisiaj, co wydarzy się 11 listopada 2011, być może będzie to zupełnie zwyczajny dzień, jakich wiele, który nie zapisze się w historii niczym nadzwyczajnym. To nie szkodzi, historia składa się przecież z takich właśnie dni...
Kto może wziąć udział w akcji „11.11.11” - każdy
Na jaki adres przysyłać zdjęcia - redakcja@fotografia.net.pl
Co oprócz zdjęć? - prosimy dołączyć krótki opis, jakie wydarzenie (wydarzenia) zostało uwiecznione na fotografii + krótką notkę biograficzną. Można przysyłać również cykle, zestawy wielozdjęciowe
Organizator - „Kwartalnik Fotografia” (www.fotografia.net.pl)
Co dalej ze zdjęciami? - najlepsze zostaną zaprezentowane w „Kwartalniku Fotografia”, a ich autorzy otrzymają egzemplarze autorskie. Jeśli zdjęć dobrych przyjdzie dużo, to powstanie książka-album pt. „11.11.11”.
Termin nadsyłania zdjęć - do 30.11.2011

Gorąco zapraszam.

Ostatnio dość często zaglądam do ciemni - niezmiernie podoba mi się powiększanie moich panoram z mojego kochanego x-pana. Robię je na ilfordzie galery 30x40 cm i suszę na szybach. Jako wywoływacz służy mi Bromophen. Oto kilka próbek:










Ostatnio bardzo silnie odczuwam pociąg do natury, wręcz chce mi się uciekać od ludzi - pewnie rację ma moja żona, która mówi, że przyroda nigdy jej nie zawiodła... 
Dzisiaj uciekłem z pracy, bo już nie miałem kompletnie siły (psychicznej), aby tam być - całym sobą pragnę urlopu. Jeszcze trzy tygodnie i wio... znowu do Włoch. Wysokie szwajcarskie Alpy też czekają. 


środa, 20 lipca 2011

Znowu na ławie oskarżonych...

Sąd udostępnił dziennikarzowi „Wiadomości Wrzesińskich” akta z rozprawy niejawnej, dziennikarz napisał artykuł na podstawie tych akt (w pisemnym wniosku zaznaczył, że potrzebuje te akta, aby napisać artykuł prasowy, otrzymał zgodę), a teraz prokuratura oskarża tego dziennikarza (Tomka Szternela) i mnie jako redaktora naczelnego o upublicznienie faktów z tej rozprawy. Tragikomedia!

Szczegóły: http://www.wrzesnia.info.pl/g/w/7586-pozna-molestowa-pracownikow-teraz-ciga-dziennikarzy.html

Sprawa zaczęła się od bohatera artykułu, Hansa Stiebe, szefa niemieckiej firmy Klafs z Miłosławia, który został skazany prawomocnym wyrokiem na dwa lata więzienia w zawieszeniu i grzywnę za to, że molestował seksualnie swoich pracowników płci męskiej. Po ukazaniu się u nas artykułu „Gdy szef kocha inaczej”, skierował do prokuratury doniesienie, że doszło do przestępstwa upublicznienia faktów z rozpraw niejawnych, a prokurator nas o to oskarżył. Oto ten artykuł, ciekawy, prawda?:


Wczoraj w Poznaniu odbyła się pierwsza rozprawa, na którą przybyło liczne grono dziennikarzy (bardzo dziękujemy!), a także obserwator Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, który - tu ciekawostka - wobec braku wolnych miejsc siedzących wylądował obok nas... na ławie oskarżonych.

Ciąg dalszy nastąpi 30 sierpnia, kiedy zostanie przesłuchany jeszcze jeden świadek i być może nastąpi ogłoszenie wyroku. Z tym ostatnim być może nie będzie tak łatwo, bo pewnie tym razem na rozprawie pojawi się prokurator, czyli oskarżyciel - wczoraj go nie było.

Tak, czy inaczej - nie są to wielkie przyjemności, o wiele ciekawiej mogłoby w tym czasie być w plenerze lub w ciemni... Nie zaglądałem do niej zresztą już od wielu dni, bo upały powodują, że jest tam nie do wytrzymania. Poza tym, latem trzeba pływać i jak najwięcej przebywać na świeżym powietrzu! Myślami jestem już na urlopie, czyli na wielkim plenerze fotograficznym. Znowu jedziemy do Włoch, znowu na północ - jeziora Como i Maggiore, Mediolan, także inne małe, nieznane miejscowości. No i włoska przyroda, góry. Tak chciałbym mieć dwa x-pany - w jednym film czarno-biały, w drugim kolorowy!

środa, 6 lipca 2011

Numer 36 „Kwartalnika Fotografia” nareszcie w druku

Miło mi donieść Państwu, że kolejny numer naszego pisma jest już drukowany! Łatwo nie było, bo jeszcze dzisiaj załatwialiśmy fotki do jednego tekstu, szlifowaliśmy niemal do samego końca artykuły (czyli do wysłania do naświetlenia płyt), ale ostatecznie - chyba jest nieźle... uff... co za ulga... i co za oczekiwanie na końcowy efekt. Jak to dobrze, że mamy własną drukarnię i nie chodzi tu o to, że mamy tańszy druk, ale przede wszystkim o to, że możemy na bieżąco, kartka po kartce, śledzić druk, możemy przy tym być. Zawsze zależało nam na tym, żeby KF był dobrze wydrukowany, żeby zadowoleni byli i autorzy publikowanych zdjęć (Vladimir Birgus napisał kiedyś na jednym z egzemplarzy KF, że (cytuję z pamięci) - „najlepsi vytiskany moi fotografii”, czyli - nikt mnie tak dobrze nie wydrukował jak Kropka. Potem różnie bywało z jakością druku - jak Eryka zabrakło, który wszystkiego doglądał, to nie zawsze wszystko było okej, bo ja nie zawsze miałem czas, aby wszystkiego dopilnować. Ale już teraz, uparłem się - druk ma być „perfektni”. Niech ukaże się tydzień później, ale niech będzie najlepiej jak może być...
A jaki jest merytorycznie? Myślę, że bardzo dobry! Mnóstwo bardzo dobrej fotografii i świetnych tekstów. Myślę, że skonsumowanie całości nasyci każdego Czytelnika, zapewni mu poczucie sytości na kilka miesięcy - bo następny numer planujemy wydać w listopadzie. Zmniejszamy częstotliwość z powodów finansowych - przypominam, że MKiDN w tym roku nie przyznało nam ani zeta.
Nie zamierzamy jednak poddać się i... walczymy nadal, a nawet planujemy rozwój. W jakim kierunku? - na razie - cicho sza! Na pewno nie znikniemy.
A teraz z innej beczki. Trochę przypadkiem (a trochę nie) trafiłem na zdjęcie mojego ojca z młodości, był wtedy w wojsku - to jedno z jego niewielu zdjęć. Pochodzi mniej więcej sprzed 60 lat. Jakiż on był przystojny, jak nie przymierzając jakiś aktor filmowy - przy nim to taki Bodo, czy Dymsza, to zaledwie... fryzjerzy!


Bolesław Śliwczyński, ok. 1950

Niezłe ciacho, nie? I te muskularne łapska. Jakie sexi... I jeszcze ten niedbały ćmik, no bo przecież nie dżojnt... Ciekawe kto go namówił na to zdjęcie, czy chciał zrobić przyjemność Bolkowi czy sobie? A może chciał w ten sposób zdobyć przychylność Bolka? Myślę, bo go przecież znam, że Bolek nie był typem przywódcy, macho, luja (to takie wielkopolskie określenie na rosyjskiego „mużyka”, którym był np. Wladimir Wysocki), że zrobienie tego zdjęcia nie zapewniło autorowi jakiegoś super miejsca w sforze do której Bolek należał „na kompanii”, chociaż może się mylę. Bolek był bokserem (waga średnia i półciężka, największe osiągnięcia: III miejsce na mistrzostwach Wojska Polskiego, remis z jakimś polskim mistrzem olimpijskim, nigdy nie przegrał przez nokaut - tak mi powiedział, syna by chyba nie okłamał?) i facetem, który nigdy nie bił się na zabawach (nie musiał, szacun był). Całe życie ciężko pracował w swoim rzemieślniczym warsztacie bednarskim i był... bardzo łagodnym, szanowanym „na mieście i w Cechu” dobrym człowiekiem. Nigdy nie miał długów i zawsze to on stawiał wódkę i golonkę... Dumny był i z zasadami, chociaż z wielkiej biedy pochodził - jego ojciec zmarł przed trzydziestką na dwa miesiące przed Bolka urodzinami w 1928... A miał już wtedy rodzeństwo: dwie bliźniaczki (starsze o sześć lat) i starszego o trzy lata brata (też boksera, „chodził w ciężkiej, ale często przegrywał i jego sińce po walce trzeba było okładać surowym mięsem”). Czas przeszły jest tu całkowicie nieuzasadniony, bo Bolek żyje i ma się świetnie, mimo 83 lat. 


Bolesław Śliwczyński w 2010, obok moja teściowa Wanda Bochnak, dwa miesiące po wypadku, w którym zginął jej mąż Roman Bochak (jechali z Koszalina, gdzie mieszkali, do Wrześni). Od tego czasu Wanda mieszka z nami we Wrześni.

Bolek - a więc w części i ja! - ma „dobre geny”, starzeje się powoli, nie choruje, a nawet jak coś mu jest, to nie leci od razu do lekarzy (mówi: „lekarze to zgadywacze”). Codziennie idzie „do miasta”, jeździ rowerem (chodnikiem, „żeby mnie nie przejechali”) i dalej na wiochy. Myślę, że jest szczęśliwy - mieszka ze swoim ukochanym synem (mój jedyny 6-letni Tomek zmarł w 1981, miał wadę serca, płaczę nad tym do dziś) i ukochaną synową. Mieszkamy razem, a osobno - na 1200-metrowej posesji są dwa domy - ojca i mój, mamy wspólny ogród, widzimy się codziennie, razem jemy, rozmawiamy, gramy w tysiąca (najczęściej wygrywa Wanda), ale każdy ma wystarczająco swojego własnego terytorium, że jak chce może być sam. Kocham ten układ. Kocham to, że są seniorzy, że jeszcze są. Oni mają nam „młodym” (hi, hi...) tak wiele do zaoferowania. Jak bym był takim Arakim, czy innym Warholem, Nan Goldin, czy Morrisroe (patrz KF nr 36), to wykorzystałbym fotograficznie obecność seniorów w moim życiu, żeby stworzyć cykl, który pokazałby np. proces umierania (albo np. radości życia mimo zaawansowanego wieku), bo przecież Bolek i Wanda są coraz bliżej... Ale brzydzi mnie coś takiego, takie instrumentalne traktowanie swoichh bliskich. Po co robić coś takiego? Żeby zrobić coś co zadziwi? Nie akceptuję czegoś takiego, tzn. akceptuję coś takiego, ale tylko dla swojej rodziny, nie mógłbym upublicznić takiej serii zdjęć. Czułbym się wtedy gnojem, dla którego najważniejsza jest „kariera”, chęć bycia „zauważonym”. Nie wszystko jest na sprzedaż. I chuj...
A na koniec tego przydługiego posta - Bolek dzisiaj, telefonem zrobiony przez mojego przyjaciela na jakiejś imprezie publicznej w mieście: 


Bolesław Śliwczyński - lipiec 2011

Jak by to powiedzieć? Chyba bardzo kocham mojego ojca... On mnie... bez „chyba”...

czwartek, 16 czerwca 2011

Tak sobie kiedyś z Erykiem korespondowałem...

W sobotę w Słupcy będę opowiadał o swojej twórczości (na przykładzie „Ciszy”) oraz o Ireneuszu Zjeżdżałce. Szukając w swoim kompie wszystkiego, co ma związek z Erykiem natrafiłem na taki sobie liścik. Nie wiem dokładnie kiedy powstał, ale jest odpowiedzią na jakieś jego pytanie. Przypuszczam, że ten tekst mógł powstać ok. 2005. Nie znalazłem niestety ani jego pytania, ani odpowiedzi. Oto ten liścik:


Strawiński zarzucił nowej muzyce, że nie jest komponowaniem tylko filozofowaniem – ale jeśli jest tu filozofowanie, to bardzo mętne i nie wiadomo, po co są do tego dźwięki – publiczność w dodatku niewiele rozumie, śmieje się tam, gdzie nie trzeba, a nie śmieje się tam, gdzie trzeba – w rezultacie chaos zwielokrotniony, a do tego, czego już wybaczyć nie sposób, nuda. Myślę, że ten awangardyzm koncepcyjny nic już nie da (…). Muzyka kariery filozoficznej nie zrobi, bo zawsze pokona ją – sama filozofia. (…)
Stefan Kisielewski, Dzienniki, 22 września 1968
Myślę, że słowa Kisiela wypowiedziane prawie czterdzieści lat temu pasują jak ulał do sytuacji dzisiejszej fotografii. Klasyczna fotografia upada (jest parę znaczących wyjątków), a dzisiejsi „postępowi” twórcy zajmują się bardziej wymyślaniem skomplikowanych „teorii” do lichych fotografii niż wytwarzaniem ciekawych zdjęć. 
Każda generalizacja tego rodzaju jak powyżej jest krzywdząca dla niektórych artystów, ale nie zmienia to zasadniczo sytuacji współczesnej fotografii w Polsce; ta bowiem jawi mi się przede wszystkim jako wszechwładny postmodernizm, cokolwiek to słowo znaczy. Nieostrość tego pojęcia jest bardzo adekwatna do zjawisk, jakie obejmuje, czyli nieokreśloną magmę myśli, koncepcji, nurtów, dążeń i realizacji artystycznych. Postmodernizm to metafora i nazwa zbiorcza dla bardzo wielu niejednorodnych i często rozbieżnych tendencji. To bardziej pewna postawa ideowa niż nazwa kierunku w sztuce. 
Piszący o fotografii (celowo nie użyłem wyrażenia „teoretycy fotografii”, ponieważ według mnie nie istnieje jeszcze dyscyplina badawcza o nazwie „teoria fotografii”, a jedynie uprawiana jest pewna przednaukowa refleksja o fotografii, która być może w przyszłości wykrystalizuje się w postać naukową) nie ułatwiają publiczności zadania, bowiem jak dotąd nie wypracowali nawet terminologii opisu tej dziedziny twórczości. Książki o fotografii pisane są dość ciężkim, bo wieloznacznym językiem, przeważnie z nieokreślonego teoretycznego punktu widzenia. Nie istnieje coś takiego jak „ogólna teoria fotografii”. Można odnieść wrażenie, że każdy z badaczy mówi sam do siebie, opowiadając się za tym czy innym rozstrzygnięciem, zajmując jedynie jakieś stanowisko w takiej czy innej sprawie. Uzasadnienia występują najczęściej jedynie szczątkowo, sprowadzając się przeważnie do przytaczania poglądów myśliciela X czy Y, traktowanego jako guru głoszącego prawdy objawione. W polskim piśmiennictwie „teoretycznym” nie ma właściwie sporów i polemik, co jest zupełnie naturalne – nie może ich być tam, gdzie nie występuje dialog, a jedynie prezentacja monologów. 
Polskie pisanie o fotografii nie doczekało się dotąd żadnego badacza, który dostrzegłby rolę „badań podstawowych”, który zebrałby i uporządkował dotychczasowy stan badań nad teorią fotografii. Taka „ogólna teoria fotografii” powinna zawierać na przykład podstawowe ustalenia terminologiczne, zbiór (listę) podstawowych problemów, którymi zajmuje się teoria fotografii, opisy swoistych procedur badawczych, określenie przedmiotu badań i wiele innych rozstrzygnięć, a nawet hipotez. Wychodząc z różnych założeń filozoficznych można w różny sposób tworzyć taką naukę. Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czym ma być owa „ogólna teoria fotografii”: tworem czysto spekulatywnym („wymyślonym”) i zarazem normatywnym, czy też pewnym systemem twierdzeń mającym oparcie w empirii, czyli w tym, co do tej pory na ten temat napisano? Osobiście uważam, że lepsze jest to drugie podejście. 
Mówiąc obrazowo – nie chodzi o to, aby usiąść przy biurku i „wymyślić” kolejną definicję fotografii i potem domagać się uznania jej za „obowiązującą”, ale żeby zdać sprawę z różnego użycia tego słowa w różnych kontekstach, przez różnych badaczy, w różnych okresach historycznych. Sam, jak dotąd nie przeprowadziłem gruntownych i rzetelnych badań historycznych nad tym problemem, ale nawet powierzchowna znajomość literatury przedmiotu pokazuje, że słowo „fotografia” używane było i jest, w co najmniej kilku znaczeniach. Zadaniem teoretyka fotografii jest między innymi postarać się zebrać te znaczenia i ewentualnie pogrupować z uwagi na jakieś podobieństwa.
Itd.

Eryk i Ania (2007 lub 2008)

Eryku – to tylko takie sobie pisanie, bardziej notatkowanie niż gotowy tekst. Mam oczywiście znacznie więcej takich rozproszonych „notatek”, o wiele konkretniejszych, z analizami konkretnych tekstów „teoretycznych”, mam to na papierze, a nie w kompie, dlatego nie mogę Ci przesłać. Przesyłam ci te dwa teksty po to, żebyś wiedział, że coś tam sobie dłubię. Mnie uczono, że zanim się zacznie kroić jakiś tort, trzeba mieć ostre narzędzia. Myśleniu o narzędziach „krojenia” rzeczywistości fotograficznej poświęcona jest moja refleksja. Czytając teksty guru „dociekań fotograficznych”, czyli Benjamina, Barthesa, Sontag, czy ostatnio – Soboty (najmniej problemów), Michałowskiej, Sikory, czy chociażby Czyżewskiego i innych autorów KF, zauważam, że bardzo trudno jest mi ich zrozumieć. Oczywiście, że istnieje możliwość, że coś ze mną jest nie tak, że nie nadążam, dlaczego jednak nie mam takich problemów ze starszymi autorami – Janem Białostockim, Adamem Bochnakiem, Władysławem Tatarkiewiczem i innymi? 
Mam swój plan działania, opracowywania szczegółowych zagadnień, mniej więcej wiem, czego chcę, ale – musze to przyznać – jestem jeszcze „daleko w polu”. Inne, bieżące sprawy, absorbują mnie zbyt mocno. A najchętniej uprawiałbym cały dzień fotografię oraz refleksję teoretyczną nad sposobami jej badania (naukowego). Bo mnie – w „metafotografii” – interesuje tylko podejście naukowe, krytyka artystyczna (fotograficzna) wydaje mi się zbyt subiektywna i taka „dowolna”. „Prawdziwa” jest każda wypowiedź krytyczna, każde tzw. odczytanie dzieła jest równouprawnione, co też może być interesujące poznawczo (np. zbieranie, klasyfikowanie, analizowanie różnych interpretacji tego samego zdjęcia, czy zbioru fotografii). Przedmiotem badania w ramach tego, co nazywa się „badaniem fotografii”, jest bardzo rozległa sfera zjawisk. Samo wymienienie tych zjawisk zajęłoby wiele miejsca. 

Łezka się w oku kręci - nie mogę już do niego napisać, choć dużo o nim myślę, śnił mi się dwa dni (noce) temu - przybył na Ziemię, był wesoły, cieszył się ze spotkania, że znowu jest z nami, wrócił jakby z dalekiej podróży. Wyglądało na to, że jest zadowolony z tego, co dzieje się teraz z „Kwartalnikiem”, z książki o sobie. Wydawało mi się, że dostaję pochwałę...

wtorek, 14 czerwca 2011

W nowym KF - rozmowa z Krzysztofem Candrowiczem i Martą Szymańską, szefami artystycznymi Fotofestiwalu w Łodzi

Z okazji 10-lecia Fotofestiwalu rozmawiałem z ludźmi, którzy wymyślili ten festiwal i którzy dzisiaj decydują o jego obliczu. Na tym blogu publikuję jedynie niewielki jej fragment (i to przed autoryzacją), a po całość odsyłam do najbliższego numeru „Kwartalnika Fotografia”, który w sprzedaży ukaże się w lipcu.  Dowiecie się z niego m.in. jak rodzą się pomysły na hasła przewodnie kolejnych edycji festiwalu, kto je wymyśla, ilu wolontariuszy pracuje przy imprezie, jaki jest budżet Fotofestiwalu i co jest ważniejsze - komercja, czy zadowolenie z jakości...


(...)
Waldemar Śliwczyński: Jaki główny cel stawiacie sobie organizując Fotofestiwal? Chcecie promować polską fotografię w Polsce i za granicą czy też waszym zamierzeniem jest pokazanie Polakom fotografii zagranicznej? A może chcecie stworzyć platformę służącą porównywaniu fotografii polskiej z zagraniczną? Jakie są wasze ambicje w tym zakresie?
Marta Szymańska.: - Platforma - to chyba jest najlepsze słowo...
Czy macie jakieś założenia co do ilości, np. jaką część wystaw ma stanowić polska fotografia, jaką zagraniczna? Kuratorzy są przeważnie zagraniczni i nie znają polskiej fotografii.
M.Sz.: - Nie mamy założeń ilościowych, festiwal ma być przede wszystkim platformą dyskusji i wymiany myśli. I staramy się, żeby tak było na każdym poziomie. Na przykład już na poziomie czysto kuratorskim. Współpracujemy z różnymi kuratorami i każda część programu jest efektem pracy różnych osób. Bo program główny tworzony jest głównie przez kuratorów zewnętrznych i kuratorów zagranicznych. „Fabryka Fotografii” jest przygotowywana zwykle przez Marka Domańskiego, Aurelię Mandziuk, czyli kuratorów, z którymi od dawna pracujemy. Galerie, które z nami współpracują zapraszają swoich kuratorów. Jest taka świadoma tendencja, że program główny przede wszystkim skonstruowany jest ze zbioru międzynarodowej fotografii, często z reprezentacją polską. W tym roku na dwudziestu pięciu autorów dwóch głównych wystaw festiwalowych niestety jest tylko jeden polski, Paweł Bownik. Natomiast program wystaw towarzyszących, z reguły, wręcz w dziewięćdziesięciu procentach jest zdominowany przez polską fotografię. Jest Przegląd Portfolio, który jest takim łącznikiem. Chcemy pokazać polskich artystów, przedstawić ich zagranicznym kuratorom, tak że to jest to miejsce, gdzie chcemy promować polską fotografię na zewnątrz.
A kim są recenzenci portfolio?
Krzysztof Candrowicz.: - Głównie są to kuratorzy i krytycy zagraniczni. W dziewięćdziesięciu procentach międzynarodowi, a fotografowie są głównie polscy, lokalni. Mamy wiele przykładów i cieszymy się, jak dostajemy mejla od kuratorów zagranicznych, że spodobało im się to, to i to, i takiego artystę zamierzają przedstawić w swoim muzeum czy na swoim festiwalu.
M.Sz.: - Tak jak Adam Pańczuk był prezentowany w jednym z magazynów, Anita Andrzejewska była prezentowana na festiwalu w Salonikach i w Atenach właśnie dzięki Przeglądowi Portfolio. To jest to, na czym nam zależy. Przede wszystkim stworzyć taką platformę, na której będzie można prezentować różne punkty widzenia, żeby to się ścierało. Ponieważ festiwal ma troszkę inną funkcję niż muzeum. Festiwal przede wszystkim ma być takim miejscem, gdzie będzie można się spotkać, gdzie będzie można się skonfrontować i gdzie będzie można zaprezentować to, co się dzieje najnowszego w fotografii światowej. Myślę, że to są nasze podstawowe założenia. Nie mamy założeń ilościowych, że chcemy zaprezentować więcej lub mniej polskiej czy zagranicznej fotografii. Projekt, który chcemy zorganizować, mam nadzieję, że w przyszłym roku nam się uda, to prezentacja polskich młodych fotografów. Spotkania autorskie razem z takim krytycznym opracowaniem. I nad tym pracujemy już jakiś czas. Liczę na to, że na przyszły rok już otworzymy taką nową część programową, która będzie właśnie skierowana do osób, które są zainteresowane głównie polską fotografią. Rzeczywiście, tutaj musimy, myślę, powiedzieć sobie też samokrytycznie, że polskie festiwale mało prezentują polskiej fotografii. 
K.C.: - Natomiast specjalnie dla tego stworzyliśmy też trzy lata temu projekt „Photo Poland”, który, marzy nam się, żebyśmy go w przyszłości kontynuowali. Razem z Instytutem Adama Mickiewicza stworzyliśmy portfolio młodych polskich fotografów i te już wyselekcjonowane przez polskich i międzynarodowych kuratorów osoby pojechały na festiwale do Houston, do Izraela, nawet do Meksyku, Brazylii. I w ten sposób chcemy promować również polską fotografię na zagranicznych festiwalach.
M.Sz.: - I tak też robimy. Ponieważ te kontakty, które zdobywamy pracując przy Fotofestiwalu, czy bywając na innych festiwalach, na przeglądach portfolio pozwalają nam angażować się w jakieś inne działania na innych festiwalach czy w innych instytucjach zagranicznych. Współpracujemy na stałe np. z Instytutem Polskim w Budapeszcie i co roku tam prezentujemy wystawy. Krzysztof w tym roku był kuratorem jednej z wystaw na festiwalu w Hamburgu. W najbliższym czasie będzie też  prezentacja polskiej fotografii na festiwalu w Krasnodarze w Rosji. To festiwal Iriny. (Czmyriewej? - WŚ)
K.C.: - Pokazaliśmy w tym roku polską fotografię na festiwalu w Cork w Irlandii. Staramy się też jak najwięcej zabierać polskiej fotografii ze sobą, podróżując na festiwale, proponujemy instytucjom, muzeom i festiwalom konkretne osoby i prezentacje. Często też jeździmy z wykładami dotyczącymi polskiej fotografii.
M.Sz.: - To jest taka działalność, którą prowadzimy już jakby nie w obrębie samego Fotofestiwalu. Czyli to się nie dzieje może w maju... to jest coś, o czym pewnie nie mówimy...
K.C.: - To jest pozytywny efekt uboczny naszej działalności...
M.Sz.: - Tak... dokładnie, dokładnie... Ale który się dzieje w ciągu całego roku...

Więcej - „KF” nr 36


sobota, 4 czerwca 2011

Spotkanie w Pałacu Prezydenckim



Bronisław Komorowski ściska mi dłoń, ja Prezydentowi też... 


Dzisiaj, czyli w sobotę 4 czerwca, wydawcy prasy lokalnej spotkali się z Prezydentem Komorowskim, a okazją było zakończenie konkursu dziennikarskiego dla wydawców i piszących do gazet lokalnych. Była okazja, aby zamienić parę słów z głową państwa. Złożyłem Bronisławowi Komorowskiemu życzenia urodzinowe, na co on odparł: - Niestety, nie udało mi się tego ukryć, jakoś wyciekło to do mediów...
Czasu było niewiele, a atmosfera odświętna, więc nie wypadało wspominać o braku dofinansowania dla KF ze strony MKiDN...

Jutro-pojutrze napiszę o zdjęciach nagrodzonych w prestiżowym Grand Press Photo... zaskoczyła mnie tak duża ilość zdjęć czarno-białych...

niedziela, 8 maja 2011

Fotofestiwal 2011: nadal nie gadają ze sobą...

Przyznam się, że jechałem wczoraj do Łodzi pełen nadziei, że dwie wielkie postaci polskiej fotografii: Lech i Konopka pogodzą się i że znowu będą ze sobą rozmawiali. Niestety - pomyliłem się.
A okazja była przednia - w jednej galerii, tyle, że na dwóch różnych piętrach odbywały się dwa wernisaże. Na pierwszym piętrze wystawy georgii Krawiec i Magdy Hueckel, do którego tekst do katalogu napisał Bogdan, a na dwóch następnych potężna retrospektywa Andrzeja. Obaj panowie od paru dni mieszkają w Łodzi, obaj byli niemalże w tym samym miejscu i w tym samym czasie, a jednak... Powtórzyła się sytuacja sprzed roku, kiedy we Wrześni Bogdan w Muzeum Regionalnym otwierał swoją wystawę z cyklu Kolekcja Wrzesińska, a Andrzej w tym czasie zaczynał swój wrzesiński Subiektyw. Do spotkania na wernisażu nie doszło.
Nie chcę wnikać w szczegóły i podłoże ich konfliktu, ale jest mi trochę przykro, że ich porozumienie się nie jest już chyba możliwe. Każdy okopał się na swoich stanowiskach i... koniec. Obaj są mi bliscy, i w sensie fotografii, jaką uprawiają (wyszli z tego samego środowiska) i w sensie przyjaźni, jaka nas łączy...
Żal dupę ściska, że się w trójkę piwa nie napijemy...


Bogdan Konopka na wystawie Andrzeja Jerzego Lecha w Galerii FF w Łodzi - 11.05.2011 


W środę trzeba wrócić i obejrzeć pozostałe wystawy...

Aha - na wrzesińskim Rynku w piątek otworzyliśmy (z udziałem autora, który wpadł do Wrześni taksówką z Łodzi na dwie godziny!) pierwszą część wystawy Andrzeja Jerzego Lecha z Kolekcji Wrzesińskiej. Są to wydruki wielkoformatowe zdjęć, jakie fotograf wykonał we Wrześni w 2010 (trzy fotografie z tego cyklu znalazły się na łódzkiej retrospektywie) podczas pierwszego pobytu, czyli w maju. Cały cykl, czyli także fotografie z października/listopada, zostanie pokazany pod koniec października br. Serdecznie zapraszam do odwiedzenia Wrześni - zdjęcia Lecha będzie można oglądać przez całe lato, z jedną dwutygodniową przerwą pod koniec maja, kiedy to na Rynku znajdą się fotografie Arturo Mari, fotografa Jana Pawła II...