W piątek, 11 listopada 2011 o 17.00 i 18.00 rozpoczną się otwarcia dwóch części wystawy „Kolekcja wrzesińska 2011 - Andrzej Jerzy Lech”, na które serdecznie zapraszam. Wystawa będzie czynna do 30 grudnia 2011, więc kto nie może być na wernisażu z udziałem autora, może wystawy zobaczyć później.
środa, 2 listopada 2011
sobota, 22 października 2011
Tadeusz Rolke na Ziemi Wrzesińskiej
Nagroda Kościelskich to jedno z najważniejszych wyróżnień literackich w naszym kraju. Józef Kościelski, fundator nagrody był przedwojennym właścicielem „dóbr miłosławskich”, dlatego właśnie uroczystość wręczenia nagród co jakiś czas odbywa się w miłosławskim pałacu (dzisiaj jest tam gimnazjum). Miłosław leży w powiecie wrzesińskim, zaledwie 15 km od Wrześni. W tym roku program był bardzo bogaty, a jednym z jego punktów była wystawa i spotkanie z Tadeuszem Rolke pt. „Twarze literatury”, zawierająca portrety polskich i zagranicznych pisarzy, poetów...
Na portalu „Wiadomości Wrzesińskich” - http://www.wrzesnia.info.pl/g/m/7985-miosaw-lokalne-wito-polskiej-litaratury-.html - w pierwszym filmiku od góry, w 5:55 minucie rozpoczyna się relacja wideo z tego wydarzenia. Mistrz dzieli się z młodymi ludźmi swoimi doświadczeniami, a także wyraża swoje zdanie na temat fotografowania cyfrowego. Polecam.
Na portalu „Wiadomości Wrzesińskich” - http://www.wrzesnia.info.pl/g/m/7985-miosaw-lokalne-wito-polskiej-litaratury-.html - w pierwszym filmiku od góry, w 5:55 minucie rozpoczyna się relacja wideo z tego wydarzenia. Mistrz dzieli się z młodymi ludźmi swoimi doświadczeniami, a także wyraża swoje zdanie na temat fotografowania cyfrowego. Polecam.
Zrzut ekranu - Tadeusz Rolke w rozmowie z Damianem Idzikowskim
Zaraz wyjeżdżam do Łodzi - Łódź Design, gdzie m.in. swoje projekty graficzne (okładka KF, numer „Śmierć”) wystawia Tomek Wojciechowski, projektant mojej „Ciszy” i paru innych książek. Zamierzam też odwiedzić wreszcie cmentarz żydowski, wszystkie poprzednie podejścia były nieudane, ponieważ nekropolia była zamknięta...
piątek, 14 października 2011
Hasselblad Bulletin dostrzegł Śliwczyńskiego
Niniejszym informuję, że w październikowym numerze „Hasselblad Bulletin” znalazło się moje zdjęcie z Yad Vashem. Cieszę się.
http://www.hasselbladbulletin.com/uk/oct-2011/around-the-world/around-the-world.aspx
wtorek, 4 października 2011
Mam ochotę przestać fotografować
Tak, to prawda. Po ostatnich lekturach i przemyśleniach dochodzę do wniosku, że jedyny sens ma dzisiaj fotografia pamiątkowa, rodzinna oraz „ozdobna”, do wystroju pokoju czy gabinetu. Nic więcej. Fotografia to proceder zbyt często podejrzany moralnie. A tzw. fotografia artystyczna, czy fotografia w sztuce, dzisiaj wydaje mi się jakaś miałka, banalna, bez większego znaczenia... Mam ochotę zawiesić buty na kołku, albo też przeglądać sobie tylko i wyłącznie zdjęcia z albumu rodzinnego, czy fotoksiążki z wakacji - robię je sobie od trzech lat. Jakie to słodkie, jakie przyjemne...
Jakie to lektury nastawiły mnie tak pesymistycznie? Przede wszystkim niesamowita, porażająca wręcz książka Angielki Janiny Struk pt. „Holokaust w fotografii”. Po przeczytaniu ostatniej strony długo leżałem na łóżku na kwaterze w Bartolomeo al Mare i nie mogłem (nie chciałem) wstać, wolałem być sam, chociaż wokół tak pięknie, jestem na wakacjach nad Morzem Liguryjskim, lodówka pełna wspaniałości. Wszystko, co do tej pory zrobiłem jako fotograf wydało mi się tak mało warte, takie wręcz nieetyczne, bo zakłamane. Wmawiałem sobie, że fotografowanie Wrześni, czy starych obór, stodół lub opuszczonych wiejskich dworów jest ważne, że mam wręcz obowiązek to robić. Po tym, co przeczytałem nabrałem do swoich poczynań zupełnie nowego spojrzenia, nowej perspektywy. W czasie wojny ludzie ryzykowali życie (i często je tracili), aby dokumentować zbrodnię (a czasem robili to z zupełnie innych powodów!), i to było ważne. To było tak ważne, że w zestawieniu z tym, co ja robię, właściwie dla igraszki, zabawy, z próżności, bo przecież chcę się chwalić tym, co zrobiłem, chcę być chwalony, doceniany, szanowany, zapraszany, nagradzany. Poczułem się szczurem, a nie człowiekiem.
I drugi powód negatywnego nastawienia do fotografii po lekturze „Holokaustu w fotografii”: jak manipulowano tymi fotografiami, do jakich celów je używano i używa. Momentami wręcz zatyka człowieka, do czego zdolni są ludzie, jak bezczelnie wykorzystują je do swoich gier. Moje zdjęcia mają zupełnie inny ciężar gatunkowy i nie chcę ich stawiać w jednym szeregu z fotografiami Holokaustu, bo to byłoby bluźnierstwo, ale i one mogą zostać użyte w zupełnie innym celu niż ja je powołałem do życia. Każde zdjęcie, jak już opuści pracownię autora, staje się dobrem publicznym, do którego dostęp może mieć każdy. Każdy więc może je wykorzystać w dowolny sposób. A ja nie chciałbym, aby moje fotografie ktoś wykorzystał w jakiś potworny sposób (nie chce mi się wymyślać teraz w jaki konkretnie), nie chcę do tego przykładać ręki. Kiedy sobie wyobrażę, że odkąd zdjęcie zostanie zdygitalizowane, to zaczyna już własne życie i że w związku z tym można z nim zrobić właściwie wszystko, to odechciewa mi się robić zdjęcia z innego powodu niż do albumów rodzinnych i „ku ozdobie”.
Drugą lekturą był tekst Macieja Pisuka, jaki ukaże się w najbliższym, 37, przygotowywanym numerze KF (będzie na przełomie listopada i grudnia). Pisuk fotografował warszawską Pragę, gdzie zamieszkał i dzieli się swoimi uwagami na temat fotografowania takich miejsc - cieszących się złą sławą, kojarzących się z przestępczością, biedą, smrodem i chyba całym złem dużego miasta. Przytacza przy tym opowieści pewnej fotoreporterki, która z obstawą policyjną usiłowała „wgryźć się” w temat, a po doznaniu porażki, która biorąc pod uwagę jaką metodę pracy obrała, była nieunikniona, pokazała swoje prawdziwe poglądy na temat ludzi, których tam zastała, a właściwie dzieci, z którymi tylko miała do czynienia. Ich rodziców chciałaby wykastrować, a same dzieci, jako jej zdaniem odhumanizowane i zdegenerowane do cna, bez szans na jakąkolwiek resocjalizację, czy wychowanie, chciałaby pozabijać lub wysłać w kosmos... Pisuk pisze też o filmie Renzo Martensa „Ciesz się biedą”, który opowiada o fotoreporterach wojennych pracujących akurat w Kongo. Panowie Ci walczą z miejscową konkurencją fotograficzną, która zabiera im chleb (za zdjęcia biednych i zabitych zachodni fotoreporterzy otrzymują 50 dolarów, podczas gdy miejscowi biorą 1-2 dolary, co gdyby im się udało, zapewniłoby utrzymanie im i ich rodzinom).
Maciej Pisuk demaskuje rzekomą misyjność fotografów, którzy pokazując biedę robią to tylko dla pieniędzy, zarabiają na niej. Podobnie zabrzmiały mi w uszach słowa Janiny Struk, która kwestionuje „wychowawczą”, czy „prewencyjną” rolę fotografii pokazującej potworności. Dzisiaj to już „nie działa” na ludzi, a kto wie - może nigdy nie działało?
Jestem zupełnie trzeźwy, nie wypiłem ani pół piwa...
Jakie to lektury nastawiły mnie tak pesymistycznie? Przede wszystkim niesamowita, porażająca wręcz książka Angielki Janiny Struk pt. „Holokaust w fotografii”. Po przeczytaniu ostatniej strony długo leżałem na łóżku na kwaterze w Bartolomeo al Mare i nie mogłem (nie chciałem) wstać, wolałem być sam, chociaż wokół tak pięknie, jestem na wakacjach nad Morzem Liguryjskim, lodówka pełna wspaniałości. Wszystko, co do tej pory zrobiłem jako fotograf wydało mi się tak mało warte, takie wręcz nieetyczne, bo zakłamane. Wmawiałem sobie, że fotografowanie Wrześni, czy starych obór, stodół lub opuszczonych wiejskich dworów jest ważne, że mam wręcz obowiązek to robić. Po tym, co przeczytałem nabrałem do swoich poczynań zupełnie nowego spojrzenia, nowej perspektywy. W czasie wojny ludzie ryzykowali życie (i często je tracili), aby dokumentować zbrodnię (a czasem robili to z zupełnie innych powodów!), i to było ważne. To było tak ważne, że w zestawieniu z tym, co ja robię, właściwie dla igraszki, zabawy, z próżności, bo przecież chcę się chwalić tym, co zrobiłem, chcę być chwalony, doceniany, szanowany, zapraszany, nagradzany. Poczułem się szczurem, a nie człowiekiem.
I drugi powód negatywnego nastawienia do fotografii po lekturze „Holokaustu w fotografii”: jak manipulowano tymi fotografiami, do jakich celów je używano i używa. Momentami wręcz zatyka człowieka, do czego zdolni są ludzie, jak bezczelnie wykorzystują je do swoich gier. Moje zdjęcia mają zupełnie inny ciężar gatunkowy i nie chcę ich stawiać w jednym szeregu z fotografiami Holokaustu, bo to byłoby bluźnierstwo, ale i one mogą zostać użyte w zupełnie innym celu niż ja je powołałem do życia. Każde zdjęcie, jak już opuści pracownię autora, staje się dobrem publicznym, do którego dostęp może mieć każdy. Każdy więc może je wykorzystać w dowolny sposób. A ja nie chciałbym, aby moje fotografie ktoś wykorzystał w jakiś potworny sposób (nie chce mi się wymyślać teraz w jaki konkretnie), nie chcę do tego przykładać ręki. Kiedy sobie wyobrażę, że odkąd zdjęcie zostanie zdygitalizowane, to zaczyna już własne życie i że w związku z tym można z nim zrobić właściwie wszystko, to odechciewa mi się robić zdjęcia z innego powodu niż do albumów rodzinnych i „ku ozdobie”.
Drugą lekturą był tekst Macieja Pisuka, jaki ukaże się w najbliższym, 37, przygotowywanym numerze KF (będzie na przełomie listopada i grudnia). Pisuk fotografował warszawską Pragę, gdzie zamieszkał i dzieli się swoimi uwagami na temat fotografowania takich miejsc - cieszących się złą sławą, kojarzących się z przestępczością, biedą, smrodem i chyba całym złem dużego miasta. Przytacza przy tym opowieści pewnej fotoreporterki, która z obstawą policyjną usiłowała „wgryźć się” w temat, a po doznaniu porażki, która biorąc pod uwagę jaką metodę pracy obrała, była nieunikniona, pokazała swoje prawdziwe poglądy na temat ludzi, których tam zastała, a właściwie dzieci, z którymi tylko miała do czynienia. Ich rodziców chciałaby wykastrować, a same dzieci, jako jej zdaniem odhumanizowane i zdegenerowane do cna, bez szans na jakąkolwiek resocjalizację, czy wychowanie, chciałaby pozabijać lub wysłać w kosmos... Pisuk pisze też o filmie Renzo Martensa „Ciesz się biedą”, który opowiada o fotoreporterach wojennych pracujących akurat w Kongo. Panowie Ci walczą z miejscową konkurencją fotograficzną, która zabiera im chleb (za zdjęcia biednych i zabitych zachodni fotoreporterzy otrzymują 50 dolarów, podczas gdy miejscowi biorą 1-2 dolary, co gdyby im się udało, zapewniłoby utrzymanie im i ich rodzinom).
Maciej Pisuk demaskuje rzekomą misyjność fotografów, którzy pokazując biedę robią to tylko dla pieniędzy, zarabiają na niej. Podobnie zabrzmiały mi w uszach słowa Janiny Struk, która kwestionuje „wychowawczą”, czy „prewencyjną” rolę fotografii pokazującej potworności. Dzisiaj to już „nie działa” na ludzi, a kto wie - może nigdy nie działało?
Jestem zupełnie trzeźwy, nie wypiłem ani pół piwa...
niedziela, 4 września 2011
Zapraszam na Biennale Fotografii w Poznaniu
23 września br. rozpocznie się 7 Biennale Fotografii w Poznaniu. Szczegóły znajdziecie na oficjalnej stronie imprezy http://www.biennalefotografii.pl/, a początek przy Arsenale o 16.00. Potem marsz po wernisażach, a finał w Spocie, gdzie o 21.00 rozpocznie się wernisaż wystawy zatytułowanej „Opowieści z pogranicza” (w programie nosi tytuł „Marginesy historii”), która jest pokłosiem organizowanych przez Sławka Tobisa plenerów w okolicach Puszczy Nadnoteckiej. Mam przyjemność brać udział w tej wystawie, dlatego serdecznie na nią zapraszam.
Zapraszam w ogóle na całe Biennale, bo z tego, co widzę w programie - zapowiada się ciekawie.
A teraz... - chciałoby się zaśpiewać: ...idziemy na jednego! Bo za chwilę startujemy na urlop. Ładujemy torby do caddego i wio, w stronę Niemiec, Szwajcarii i ukochanej Italii. Mamy żarcie, picie, a nawet... xpana i mnóstwo filmów. Wielką wyprawę czas zacząć. Wracam 23.09. wprost na Biennale, postaram się nie śmierdzieć, chociaż tak prosto z drogi może być różnie, a dezodoranty mogą wszystkiego nie załatwić...
Jezu jak się cieszę, nareszcie urlop - ostatnie wolne dni miałem rok temu. Niech żyją wakacje, oliwki, makarony, konserwy, owoce morza, wino czerwone i wódeczka biała!
Zapraszam w ogóle na całe Biennale, bo z tego, co widzę w programie - zapowiada się ciekawie.
A teraz... - chciałoby się zaśpiewać: ...idziemy na jednego! Bo za chwilę startujemy na urlop. Ładujemy torby do caddego i wio, w stronę Niemiec, Szwajcarii i ukochanej Italii. Mamy żarcie, picie, a nawet... xpana i mnóstwo filmów. Wielką wyprawę czas zacząć. Wracam 23.09. wprost na Biennale, postaram się nie śmierdzieć, chociaż tak prosto z drogi może być różnie, a dezodoranty mogą wszystkiego nie załatwić...
Jezu jak się cieszę, nareszcie urlop - ostatnie wolne dni miałem rok temu. Niech żyją wakacje, oliwki, makarony, konserwy, owoce morza, wino czerwone i wódeczka biała!
czwartek, 25 sierpnia 2011
Trochę przemyśleń na temat nowej fotografii
Dla kogoś takiego jak ja, to co dzieje się we współczesnej fotografii jest z jednej strony bardzo interesujące, bo zawsze z zainteresowaniem słucha się na przykład nowych piosenek (stare są fajne, ale słuchać tylko staroci?!), ale z drugiej - ta nowa fotografia jest dla mnie dużym wyzwaniem. Oglądając na przykład internetowe magazyny fotograficzne, krajowe i zagraniczne, często staję bezradny wobec wielu pokazywanych tam fotografii. Podwójnie bezradny: (1) interpretacyjnie - bo często nie wiem o co chodzi, oraz (2) hedonistycznie - bo oglądanie tej fotografii nie sprawia mi przyjemności, czyli tego czego, koniec końców, szukam w fotografii i w sztuce, literaturze, muzyce.
(1) nie oznacza, że nie rozumiem w ogóle - niektóre realizacje trafiają do mnie i wtedy chciałbym zobaczyć więcej, i więcej, i wówczas wyruszam na polowanie w Sieci. Nie rozumiem stylistyki snapshotowej - to nie moja bajka, zostałem wychowany modernistycznie - odczuwam wielki szacunek do dzieła rozumianego jako przedmiot materialny o określonych cechach, cenię warsztat, nie potrafię patrzeć tylko na treść, na przesłanie, dla mnie liczy się nie tylko „co”, ale też „jak” (mówiąc językiem Wojtka Zawadzkiego). Wiem, że takie „bylejakie” kadry zawierają często sporo prawdy o świecie, są jedyną możliwością pokazania pewnych sfer rzeczywistości i gdyby nie snapshoty, to byśmy nigdy nie zobaczyli pewnych środowisk w ich naturalnym środowisku, co byłoby wielką stratą dla wszystkich. Nie znaczy to według mnie, że przenoszenie tej stylistyki w inne obszary zawsze ma sens.
Żeby nie być gołosłownym przywołam trzy publikacje książkowe, które zawierają prace młodych fotografów:
(1) nie oznacza, że nie rozumiem w ogóle - niektóre realizacje trafiają do mnie i wtedy chciałbym zobaczyć więcej, i więcej, i wówczas wyruszam na polowanie w Sieci. Nie rozumiem stylistyki snapshotowej - to nie moja bajka, zostałem wychowany modernistycznie - odczuwam wielki szacunek do dzieła rozumianego jako przedmiot materialny o określonych cechach, cenię warsztat, nie potrafię patrzeć tylko na treść, na przesłanie, dla mnie liczy się nie tylko „co”, ale też „jak” (mówiąc językiem Wojtka Zawadzkiego). Wiem, że takie „bylejakie” kadry zawierają często sporo prawdy o świecie, są jedyną możliwością pokazania pewnych sfer rzeczywistości i gdyby nie snapshoty, to byśmy nigdy nie zobaczyli pewnych środowisk w ich naturalnym środowisku, co byłoby wielką stratą dla wszystkich. Nie znaczy to według mnie, że przenoszenie tej stylistyki w inne obszary zawsze ma sens.
Żeby nie być gołosłownym przywołam trzy publikacje książkowe, które zawierają prace młodych fotografów:
Pierwsza książka, New Perspective in Photography, Phaidona zawiera - według słów głównego autora książki - prof. (na Zachodzie wszyscy są profesorami) T. J. Demosa z Londynu - prace 78 artystów młodego pokolenia z całego świata, którzy w ostatnich pięciu latach (książka jest z 2007) wpłynęli i wpływają na rozwój fotografii. Nominowało zacne grono z całego ponoć świata (z naszej części globu: Zdenka Bedovinac z Muzeum Sztuki Nowoczesnej ze Słowenii, Iara Boubnova z Instytutu Sztuki Współczesnej z Bułgarii oraz Edit Molnar z Budapesztu, a także Olga Sviblova z moskiewskiego Domu Fotografii; Czechów - brak, Polaków - brak). Wśród prezentowanych fotografów Polaków i Polek zabrakło... Nie obwiniałbym Polaków, raczej Phaidona. Nie o tym jednak chcę pisać, a o samej fotografii.
Jaka zatem jest ta nowa fotografia, która wytycza nowe perspektywy? Na pewno jest bardzo różnorodna i bardzo inteligentna, często wyrafinowana formalnie. Silny jest też nurt dokumentalny, oparty na solidnych podstawach warsztatowych, myślę, że jest on dzisiaj w młodej fotografii dominujący. Młodzi wrócili do źródeł fotografii - chcą pokazywać prawdę o rzeczywistości (cokolwiek to znaczy), choć niekoniecznie w taki sposób, w jaki czynili ich poprzednicy, a często też nauczyciele, czyli w sposób „estetyzujący”, „nostalgiczny”, „zaangażowany”, „melancholijny”, „ładny”. Jedyne, co ich łączy z poprzednimi pokoleniami, to warsztat - dzisiaj łatwiej osiągalny, też dzięki technicznym udoskonaleniom.
Nie ma już - w przywołanych publikacjach - fotografii czarno-białej. No - prawie nie ma. Jest Idris Khan, „polemizujący twórczo” z Becherami, czy An-My Le. Zmienił się ethos fotografa: nie jest to już szaman z zaczarowanym pudełkiem, siedzący nocami w ciemnej komorze. Zgłębiający tajemnice wywoływania, płukania czy suszenia negatywów i odbitek, śmierdzący chemikaliami... Ci, którzy nadal wytwarzają zdjęcia „po staremu” są w kompletnej mniejszości, co wcale nie oznacza, że są lepsi...
cdn.
środa, 10 sierpnia 2011
Zapraszam na łamy „Kwartalnika Fotografia”
Czytelnicy mojego bloga są pierwszymi, którzy dowiadują się o dwóch moich pomysłach, które chcę zrealizować w najbliższych numerach KF:
1. Jeden z najbliższych numerów KF jako temat przewodni będzie miał hasło: „Bieda - bogactwo, biedni - bogaci”. I biedę i bogactwo chcemy rozumieć szeroko, nie tylko dosłownie, czyli w sensie materialnym, ale też metaforycznie jako biedę i bogactwo duchowe. Patrząc na historię fotografii można odnieść wrażenie, że bieda była tematem podejmowanym przez fotografów i częściej, i chętniej niż bogactwo, chociaż bieda i bogactwo to dwa skrajne bieguny tej samej rzeczywistości. Oba światy, każdy na swój sposób inaczej, są hermetyczne: i bogaci i biedni izolują się od reszty społeczeństwa - każdy z innych powodów. Bieda i bogactwo, biedni i bogaci - jedni i drudzy mają też swoją ideologię, która usprawiedliwia i uzasadnia ten stan. Funkcjonują różne obrazy rzeczywistości, zarówno biednych, jak i bogatych. Jednym ze stereotypów jest np. uznawanie biednych za dobrych, a bogatych za złych, chociaż wszyscy zgadzamy się z tym, że jest to pewne uproszczenie. Tak czy inaczej, chciałbym, abyśmy poprzez różne podejścia do problemu spróbowali w KF pochylić się nad zarysowaną problematyką. Proszę o propozycje tekstów i zdjęć. Adres: w.sliwczynski@fotografia.net.pl lub redakcja@fotografia.net.pl.
2. 11.11.11.
1. Jeden z najbliższych numerów KF jako temat przewodni będzie miał hasło: „Bieda - bogactwo, biedni - bogaci”. I biedę i bogactwo chcemy rozumieć szeroko, nie tylko dosłownie, czyli w sensie materialnym, ale też metaforycznie jako biedę i bogactwo duchowe. Patrząc na historię fotografii można odnieść wrażenie, że bieda była tematem podejmowanym przez fotografów i częściej, i chętniej niż bogactwo, chociaż bieda i bogactwo to dwa skrajne bieguny tej samej rzeczywistości. Oba światy, każdy na swój sposób inaczej, są hermetyczne: i bogaci i biedni izolują się od reszty społeczeństwa - każdy z innych powodów. Bieda i bogactwo, biedni i bogaci - jedni i drudzy mają też swoją ideologię, która usprawiedliwia i uzasadnia ten stan. Funkcjonują różne obrazy rzeczywistości, zarówno biednych, jak i bogatych. Jednym ze stereotypów jest np. uznawanie biednych za dobrych, a bogatych za złych, chociaż wszyscy zgadzamy się z tym, że jest to pewne uproszczenie. Tak czy inaczej, chciałbym, abyśmy poprzez różne podejścia do problemu spróbowali w KF pochylić się nad zarysowaną problematyką. Proszę o propozycje tekstów i zdjęć. Adres: w.sliwczynski@fotografia.net.pl lub redakcja@fotografia.net.pl.
2. 11.11.11.
Sześć jedynek to zjawisko, które nigdy już się nie powtórzy. 11 listopada 2011 jest tylko raz! Z tej okazji „Kwartalnik Fotografia” zaprasza do wzięcia udziału w akcji fotograficznej, która polega tylko i wyłącznie na fotografowaniu w tym dniu swojego otoczenia, gdziekolwiek się znajdziecie. Słowem: chodzi o stworzenie fotograficznego portretu naszego kraju - Jednego dnia z życia Polski. Nie wiemy dzisiaj, co wydarzy się 11 listopada 2011, być może będzie to zupełnie zwyczajny dzień, jakich wiele, który nie zapisze się w historii niczym nadzwyczajnym. To nie szkodzi, historia składa się przecież z takich właśnie dni...
Kto może wziąć udział w akcji „11.11.11” - każdy
Na jaki adres przysyłać zdjęcia - redakcja@fotografia.net.pl
Co oprócz zdjęć? - prosimy dołączyć krótki opis, jakie wydarzenie (wydarzenia) zostało uwiecznione na fotografii + krótką notkę biograficzną. Można przysyłać również cykle, zestawy wielozdjęciowe
Organizator - „Kwartalnik Fotografia” (www.fotografia.net.pl)
Co dalej ze zdjęciami? - najlepsze zostaną zaprezentowane w „Kwartalniku Fotografia”, a ich autorzy otrzymają egzemplarze autorskie. Jeśli zdjęć dobrych przyjdzie dużo, to powstanie książka-album pt. „11.11.11”.
Termin nadsyłania zdjęć - do 30.11.2011
Gorąco zapraszam.
Ostatnio dość często zaglądam do ciemni - niezmiernie podoba mi się powiększanie moich panoram z mojego kochanego x-pana. Robię je na ilfordzie galery 30x40 cm i suszę na szybach. Jako wywoływacz służy mi Bromophen. Oto kilka próbek:
Ostatnio bardzo silnie odczuwam pociąg do natury, wręcz chce mi się uciekać od ludzi - pewnie rację ma moja żona, która mówi, że przyroda nigdy jej nie zawiodła...
Dzisiaj uciekłem z pracy, bo już nie miałem kompletnie siły (psychicznej), aby tam być - całym sobą pragnę urlopu. Jeszcze trzy tygodnie i wio... znowu do Włoch. Wysokie szwajcarskie Alpy też czekają.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














