wtorek, 19 lipca 2016

Cisza Wielkopolski – pierwsze fotografie, pierwsze refleksje



Próchnowo, detal, lipiec 2016, powiat Wągrowiec
Większość fotografii, jakie zamierzam wykonać będzie ukazywała całość budynku, ale od czasu do czasu, aby rozbić pewną monotonię ujęć na wystawie i w ewentualnej publikacji książkowej, zamierzam posłużyć się zdjęciami „z innej parafii”, detalem, pejzażem wiejskim (jak Bóg da, to nawet sielsko-anielskim). Do prezentowanej tu fotografii mam nawet parę, drugą „połówkę” (proszę nie mylić z 0,5 litra czegokolwiek!): 

Chocicza Mała, detal, wrzesień 2001, powiat wrzesiński
Prawda, że obie fotografie „konweniują”? Po wyrównaniu tonalnym, rzecz jasna. Dobrze będą wyglądały na sąsiednich stronach albumu lub obok siebie na wystawie, czyż nie? W „Topografii ciszy” zastosowałem podobny zabieg – oglądając dwór za dworem, pałac za pałacem, przysypiając po paru minutach, jesteśmy nagle budzeni zdjęciami pięknych drzew z parków dworskich. Myślę, że to był dobry zabieg, więc dlaczego go nie powtórzyć w najnowszym cyklu? 

Przerywniki przerywnikami, ale ważniejsze jest samo mięcho cyklu, czyli odchodząca w niebyt zabudowa wiejska, folwarki, domy mieszkalne, obiekty małego przemysłu... Jeżdżąc po powiecie wągrowieckim zauważyłem, że łatwo nie będzie. Wieś wielkopolska od czasów, kiedy w powiecie wrzesińskim szukałem (i znajdowałem!) kadry do „Ciszy”, zmieniła się. Najkrócej mówiąc, na wsi widać „piniądz” (to wpływ Unii, czy po prostu normalny rozwój cywilizacyjny?). Wiąże się z tym między innymi – dla mnie jako fotografa niestety (ale dla człowieka, Polaka, Wielkopolanina: „stety!”) – z tym, że wiele folwarków ktoś kupił, otoczył płotem i wyposażył w psy stróżujące, co powoduje, że dostępność wielu interesujących obiektów jest mocno ograniczona. Słowem: trzeba się sporo najeździć, naszukać, żeby znaleźć coś fajnego do sfotografowania. W powiecie wągrowieckim znalazłem dwie perełki, które koniecznie wejdą do cyklu: folwark w Próchnowie (zrobiłem tam zdjęcie, ale zaświetliłem częściowo negatyw podczas wymiany błon w kasetach w samochodzie – słowem nic nowego, od czasu do czasu przez swoją głupiznę, a właściwie brak staranności, muszę coś spier... no i muszę tam wrócić, bo budynek jest prze-przepiękny... na szczęście Próchnowo jest tylko 86 km od Wrześni, a nie jak Poraj czy Działoszyn przy „808,2 km” – ok. 250 km) oraz murowany wiatrak „koźlak”, czyli typu holenderskiego w Bracholinie. Dzięki temu znalezisku mój wcześniejszy Holender z Pyzdr nie będzie sam, będzie mu z pewnością weselej (mnie na jego miejscu by było).

Obok Bracholina jest miejscowość Łekno, gdzie przy rozstajach dróg jest taki oto dom mieszkalny, zresztą na sprzedaż (ciekawe za ile?):

Łekno, lipiec 2016, powiat wągrowiecki
Do „Ciszy Wielkopolski” (jest to nazwa robocza, tymczasowa, może ulec zmianie) zamierzam – też dla urozmaicenia całości – wprowadzić zdjęcia panoramiczne z xpana. Tak do końca nie jestem do nich przekonany, chociaż jak gdyby równolegle z kadrami z Wisnera, fotografuję też xpanem. Drodzy Czytelnicy tego bloga: wyraźcie swoją opinię, pomożecie mi dokonać wyboru – czy to dobry pomysł? Czy do cyklu powinienem obok zdjęć 5x7 cala włączyć zdjęcia z xpana?  

Roszkowo, grudzień 2011
Inny przykład:

Modrze, styczeń 2009

I jeszcze jeden:

Pawłowo Skockie, grudzień 2011

Aparat Hasselblad xpan-II to świetna konstrukcja, którą kupiłem w kwietniu 2004 (do Lille, gdzie dla festiwalu Transphotographiques 2004 realizowałem projekt „Croix panoramique” pojechałem w marcu jeszcze z Noblexem, który oprócz wspaniałej szerokości widzenia, miał jednak swoje ograniczenia związane przede wszystkim z paskudną paralaksą – mówiąc potocznie, czyli normalnie – przy ujęciach frontalnych dawał „beczkę”: piony były pionowe, ale poziomy już poziomami nie były, tylko liniami krzywymi, łukami, co mnie akurat nie bawi. Słowem: aby noblexem fotografować w miarę realistycznie, a więc bez zniekształceń, trzeba było nauczyć się pewnych tricków: zrezygnować z ujęć frontalnych, np. budynków i fotografować raczej skośnie lub też takie kadry łapać, żeby u góry kadru nie było linii równoległych – tak jest np. wtedy, gdy fotografujemy naturę, góry, drzewa, czy inne rośliny. Aparat i tak zniekształca, ale na zdjęciu tego nie widać, więc jest ok. Kiedyś pokażę parę ilustracji, żeby było wszystko jasne). Jest to analogowy aparat małoobrazkowy (tak się jakoś przyjęło, że słowa „kamera” używa się tylko dla większych niż małoobrazkowe konstrukcje, dla średniego i dużego formatu; i dlatego xpan jest tylko „aparatem”, a nie „kamerą” – ciekawe dlaczego?), o formacie klatki 24 x 60 mm. Skandynawska firma stworzyła dla xpana 3 obiektywy: szeroki 30 mm (mam, ale nie używam, bo ten obiektyw zniekształca, z fiata 126p robi limuzynę, aktualnie „w pożyczkach” u zaprzyjaźnionego fotografa przyrody, dla fotografii którego te zniekształcenia nie mają znaczenia), 45 mm, czyli normalny, którego używam w 99% przypadków, bo daje najbardziej wierne odwzorowanie tego, jak widzi człowiek i robi to w sposób też wierny tonalnie (nie wiem, jak jest z oddaniem kolorów, bo – przypominam: ja pracuję w zasadzie tylko w czerni i bieli i w tym co „pomiędzy”, ale sądzę, że też dobrze. Mam też delikatne tele, chyba 90 mm, ale przez te 12 lat, odkąd go mam użyłem go może z  20 razy? 
Moje obawy, czy do „Ciszy Wielkopolski” włączyć zdjęcia z xpana biorą się z radykalnej różnicy między wielkością negatywu – 24 x 60 mm z jednej strony, a 5 x 7 cala, czyli ok. 130 x180 mm z drugiej. Aż nie chce mi się mnożyć te milimetry, żeby pokazać różnicę wielkości „matrycy”, „formy kopiowej”, jak mówiło się kiedyś w poligrafii, między negatywami z xpana i Wisnera. Różnica jakości musi być znaczna, chociaż – wszystko zależy od skali powiększenia. Różnica jakości obrazu będzie widoczna dopiero przy wielkich powiększeniach – przy odbitkach robionych na arkuszach 30x40, czy nawet 50x60 cm odbitki z xpana (choć nieco gorsze) dają radę, a w druku, jeśli jest dobry, w zasadzie nie do odróżnienia z wielkim formatem. Popatrzmy na przykład na „Metamorphosis” Macieja Fiszera, który fotografował xpanem, tam jakość (rozdzielczość) fotek z xpana w naprawdę dużej książce jest perfekcyjna. 
Może więc – nie ma się czego obawiać? 







11 komentarzy:

  1. Do albumu spoko, różnicy nikt (czy też prawie nikt) nie dostrzeże. Co innego wystawa powiększeń wykonanych w czysto analogowy sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Wojtku! Co tu dużo gadać xpan jest poręczniejszy, szybszy, mniej męczący...

      Usuń
    2. Tak, tylko że - przynajmniej na podstawie moich doświadczeń - 33x90cm to max. I mówię o wydruku, a nie odbitce z powiększalnika. Wystawowe zdjecia ze "Świętej Wojny" (świecone z Lambdy) miały większe rozmiary - 40x135cm, ale też były dość mocno wyostrzane...

      Usuń
    3. Według wstępnych ustaleń z Muzeum w Śmiełowie wszystkie odbitki będę robił pod powiększalnikiem, ale nie będą to gigantyczne powiększenia: 30x40, 50x60 i panoramiczne ok. 20x50 cm. W sumie ma być 100 fotografii, więc roboty ciemniowej będzie mnóstwo, nie mówiąc już o jeżdżeniu, szukaniu i fotografowaniu, tym bardziej, że czasu bardzo, bardzo mało. W lutym mam oddać wszystkie skany do książki. Wystawa w maju, więc będzie na szczęście trochę czasu na odbitki. Na nowo będę musiał też zrobić odbitki z „Ciszy”, żeby całość była jednolita. Wtedy używałem fomy teply ton, a teraz ilforda.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Na Lubelszczyźnie taki "obiektów" nie brakuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Może w przyszłości rozszerzę mój projekt na Lubelszczyznę, ale póki co skupię się na Wielkopolsce, bo takie mam zamówienie ze Śmiełowa. Byłoby super fotografować w całej Polsce, przygotować 16-tomowe wydawnictwo „Cisza Polski”! Ale żyjemy w biednym kraju i nikt na to pieniędzy nie da...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe wydawnictwo się szykuje i dobrze się czyta te Pana rozważania fotograficzne.
    No żebym to ja był bogaty to bym za sponsorował pomysł na te szesnaście tomów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wyrzuty sumienia, że tak rzadko tu piszę... poprawię się niebawem, bo liście prawie już opadły, więc czas wznowić fotografowanie

    OdpowiedzUsuń