środa, 5 kwietnia 2017

Nowe piękne miejsce, które musisz zobaczyć

Ostatni weekend spędziłem w Sopocie i w Gdyni. Pogoda była taka, że plaże Trójmiasta  wyglądały jak w lipcu, no po prostu wuchta wiary wysypało się na brzeg Bałtyku. Byli nawet śmiałkowie, którzy wparowali do wody. Nie wiem czemu, ale szybko z niej uciekali.

Kępa Redłowska, 1 kwietnia 2017, ok. 14.00

Nasza ferajna, czyli jedna para małżeńska dojrzała plus dwie pary młode z chłopcami (jedna z 8-letnim Leonem, a druga z 4-miesięcznym prawie 9-kilowym Tymonem na specjalnym nosidełku na cyckach tatusia) postanowiła na nóżkach dostać się brzegiem z Sopotu do Gdyni. To około 10 kilometrów. W połowie wyprawy jest Kępa Redłowska, gdzie można coś zjeść i uzupełnić płyny. Potem można iść dołem, czyli dalej brzegiem, lub górą. My wybraliśmy górę, ponieważ nigdy jeszcze tamtędy nie szliśmy (a dołem tak) i byliśmy ciekawi, jak widać z klifu. I warto było! Teraz, kiedy nie ma jeszcze liści, widok jest... o jojoj! 






W Gdyni po wejściu na betonowy bulwar od strony Sopotu – warto odwiedzić browar na plaży, naprawdę warzą tam prawdziwe, bardzo smaczne piwo.

Browar Port – podają cztery smaki, trudno się zdecydować, który najlepszy...
No, a potem poszliśmy do Muzeum Gdyni. To bardzo nowoczesny budynek, który powstał niedawno, obok muzeum Marynarki Wojennej, czyli obok plaży, portu i Skweru Kościuszki. Dodatkową zachętą, aby zobaczyć to miejsce było to, że oprawę graficzną części ekspozycji stałej Muzeum projektował Tomek Wojciechowski, a zlecenie na aranżację całości ekspozycji stałej otrzymali Ultra Architekci z Poznania, którzy projektowali także naszą redakcję we Wrześni. 
Muzeum Gdyni jest po prostu piękne! I niezwykle interesujące merytorycznie. Pokazać niezwykłość i niezwykłą, choć niespełna stuletnią (!) historię tego miejsca nie jest łatwo. Spędziliśmy kilka godzin, prawie sami... 
Wzruszyłem się w paru miejscach, a najbardziej chyba przy gitarze jednego z gdyńskich basistów, Apteki, a może Pancernych Rowerów, Dzieci Kapitana Klosa... Swoje pięć minut ma też Franciszek Walicki, polski bigbit, Niemen, Breakouci, Niebiesko-Czarni...



Na koniec trafiliśmy na piętro I, gdzie jest wystawa ze zbiorów Instytutu Sztuki PAN, a mianowicie „Sztuka patrzenia – Architektura w fotografii Czesława Olszewskiego”. Pokazano na niej niewielki fragment twórczości autora: fotografie z Ciechocinka, Gdyni i z Warszawy. Choć są to wydruki, a nie oryginalne odbitki (nie wiem, czy się zachowały), to jest to prawdziwa uczta dla każdego, kto lubi fotografię architektury oraz tzw. starą szkołę, prawdziwe rzemiosło fotograficzne. Dla mnie ta wystawa była wspaniałym, smakowitym deserem po ekspozycji stałej.
Muzeum Gdyni dysponuje świetnym miejscem na wystawy czasowe, dla mnie super, że wypełniła je fotografia. Zresztą, co tu dużo gadać, zobaczcie sami, co to za miejsce...








Jest nowe miejsce dla fotografii... To jak wystawili Olszewskiego pokazuje, że w Gdyni czują fotografię. Dla mnie, jak na razie – odkrycie roku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz