wtorek, 20 marca 2018

Zapraszam do Śmiełowa na wystawę podczas Nocy Muzeów

Wszystko wskazuje na to, że od 16 maja do 30 września w Muzeum im. Adama Mickiewicza (oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu) będę miał wystawę.


Wstępny szkic planszy tytułowej 
Na razie ciężko pracuję w ciemni, bo do odbicia mam 100 (słownie: sto!) barytów, które po wystawie staną się własnością Muzeum, więc muszą być odbitkami o jakości archiwalnej! Popeliny nie można odwalić, wszystko musi być zgodne ze sztuką, żadnych wykwitów po 10 latach. Na razie mam połowę. Średnich, czyli skopiowanych na formacie 30x40 cm. Do zrobienia mam: 30 panoram z formatu 30x40 oraz 20 szt. powiększeń na papierze 50x60 cm. Wszystko odbijam na papierze Ilford Multigrade o powierzchni 1K, czyli błysk (podoba mi się określenie „lucida” albo „brillance” jakie są na pudełku), chociaż suszę na szybach obrazem do góry, czyli na tak zwany kiedyś półbłysk. Każdy, kto kiedyś miał „przyjemność” robić odbitki w ciemni w takiej ilości i w takim formacie, wie jak to jest. Na jednej sesji ciemniowej robię przeważnie 6 odbitek, czasem 8, żeby na gotowo mieć 50 zdjęć zużyłem 3 paczki papieru po 50 każda, czyli zmarnowałem 100 arkuszy.
Tak to już jest – mimo naświetlania wielu próbek, czyli pasków odciętych z dołu arkusza, który później będzie naświetlony, dość często powtarzam dane naświetlenie, bo jednak jest zbyt blade lub za ciemne. Staram się być dokładnym, często zmieniam chemię, nawet częściej niż mówi instrukcja obsługi (wcześniej nie zwracałem na to aż takiej uwagi, jak wywoływać jeszcze „ciągnął” to jechałem dalej). Chcę wszystko zrobić najlepiej jak umiem. 
Wywołuję w Bromophenie, przerywacz – zwykły ocet z wodą – a utrwalacz Ilford Rapid, czyli rozcieńczam koncentrat. Długie płukanie w kuwecie, częste zmienianie wody, częste przekładanie arkuszy w kuwecie, płukanie pod bieżącą i ciepłą wodą (zakładam, że ciepła woda działa szybciej i skuteczniej niż zimna). Nie mam niestety testera, który dałby mi odpowiedź, czy dobrze zrobiłem odbitkę, czy jest całkowicie neutralna, pozbawiona złych substancji, które po wielu latach wywołują wykwity. 
Podobają mi się zdjęcia, które dotąd odbiłem, jutro albo pojutrze zacznę wywoływać panoramy z małego obrazka, a na koniec zostawię sobie największe, na papierze 60 cmx50 cm. Myślę, że całość będzie przedstawiała się interesująco, dlatego zapraszam serdecznie na wernisaż i obejrzenie prac w oryginale. Początkowo miałem plan, aby zrobić wydruki na dobrej drukarce atramentowej (mam taką, kupiłem tusze archiwalne i odpowiednie papiery, zrobiłem skany na bębnie i próbne wydruki), ale później doszedłem do wniosku, że nie ma to jak własnoręczny autentyczny obraz z ciemni. Nawet jeśli nie jestem mistrzem obróbki laboratoryjnej, to jednak fotografie zrobione moją ręką są więcej warte niż wydruki, czy też kopie zrobione w Lablabie w Krakowie. 

Wzruszyłem się.



6 komentarzy:

  1. Czytający ten tekst również (wzruszyli się!). To prawda, żaden wydruk nie zastąpi własnoręcznie wykonanej, w ciemni, odbitki. Duże przedsięwzięcie (!), jestem pełen podziwu dla pracowitości autora. Z niecierpliwością czekamy na efekt finalny. Wygląda na to, że podróż do Śmiełowa tego lata będzie obowiązkowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie miejsca są coraz bardziej unikatowe i ulegają szybkim przemianom. Warto je zatrzymać w czasie, chociażby na moment, na chwilę. Ciekawie,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... tym bardziej, że znikają w szybkim tempie... Przypadków fajnego zagospodarowania zabudowań wiejskich, folwarcznych też trochę jest, ale wciąż mało... Pozdrawiam

      Usuń
  3. Witam! Genialny blog, świetnie Pan pisze jestem oczarowany...będę zaglądał częściej. Pozdrawiam wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Ostatnio mam mało czasu, żeby tu pisać, ale nadrobię zaległości. Tematów do poruszenia mam bardzo wiele

      Usuń