czwartek, 12 września 2013

Bogusław Nieznalski na ulicy

Wojtek Wilczyk ma rację... W komentarzu pod poprzednim wpisem zauważył, że się ostatnio „opier...” na tym blogu. Niestety tempo, w jakim żyję i obfitość zdarzeń, jakie mnie jakoś dotyczą, raz bardziej, raz mniej, wszystko to daje mi usprawiedliwienie dla, oględnie mówiąc, kiepskiej aktywności na tym blogu.
Może to śmieszne, ale najmniej czasu mam na urlopie. Bo właśnie jestem w Gdańsku! Od paru dni. W cudownym mieście, w hotelu Lido Dom na Plaży w Brzeźnie, a od plaży dzieli mnie chodnik i ścieżka rowerowa. Niestety, od dwóch dni nie da się korzystać z morza i plaży, bo pada, a właściwie leje („dobrze, że nie sra” - dodałby Eryk). Dlatego wczoraj pojechaliśmy tramwajem do centrum, do Starego Miasta. Na jednej z ulic, niestety nie zanotowałem na której, natknęliśmy się na świetną wystawę fotografii (są też sekwencje wideo) przygotowaną przez Europejskie Centrum Solidarności, a zatytułowaną „Strajki 1988. W przededniu wielkiej zmiany”, złożoną głównie z fotografii Bogusława Nieznalskiego. 




Wystawa uświadomiła mi, że mam to szczęście żyć w ciekawych czasach, że na początku rosłem w atmosferze powojennej, że Niemcy to skurwiele były, ale daliśmy im radę, potem zaznałem PRL-owskiego raju z „przyjaźnią” do nowego okupanta, poznałem wolność made in '80, aż wreszcie nastał 1989 i całkiem nowe czasy... Strajki 1988 to już było zupełnie inaczej niż 8 lat wcześniej. Wtedy był strach, obawa, w 1988 i 1989 - a oddają to dobrze fotografie Nieznalskiego - pojawił się humor, system, który był wrogiem był już tylko śmieszny. Przynajmniej dla stoczniowców, bo dla mnie wówczas - a pracowałem wtedy jako dyrektor w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Miłosławiu koło Wrześni - system był mocny. Tak to jest, kiedy się jest daleko od oka cyklonu, kiedy nie ma się wiadomości z pierwszej ręki. W 1980 zakładałem NZS na moim kierunku, czyli na kulturoznawstwie na UAM (byłem też już wtedy na II roku filozofii, też na UAM) i od tamtego czasu czułem się „elementem antysocjalistycznym”. A jednak zmiana 1989 zaskoczyła mnie, tak na dobrą sprawę nadal nie wiem, dlaczego komuna upadła, nadal nie wiem, czy była to „konieczność dziejowa, czy wyreżyserowany spektakl?” Odpowiedź na to pytanie należy do historyków, oczywiście do tych, którzy nastaną za kilkadziesiąt lat, kiedy naukowcy nabiorą niezbędnego dystansu czasowego. Dzisiaj - każdy ma swoją odpowiedź. 
Wracając do wystawy Nieznalskiego, to zrobiła na mnie duże wrażenie. Z paru powodów: (1) przypomniała mi młodość, tamte czasy i tamte emocje, (2) bo ucieszyło mnie to, że powstaje wspaniały kompleks budynków, które złożą się na Europejskie Centrum Solidarności, bo to oznacza, że wszyscy Polacy dziękujemy temu miastu, za to co zrobiło dla nas, że nauczyło nas walczyć i zwyciężać. (3) cieszy mnie też to, że stać nas jako państwo na to, że to będzie dobra architektura, że powstanie miejsce, które będzie (powinno) przyciągało turystów z całego świata, że w końcu rozumiemy, że trzeba się promować poprzez nasze niesamowite dokonania - w 1980 Solidarność to było 10 milionów ludzi! To był spontaniczny, oddolny ruch społeczny, który zmienił historię kontynentu. Kurwa mać, dzisiaj o tym zapominamy! Bo dzisiaj Solidarność jest czymś innym. Bo czasy są inne. Ale z tej pierwszej Solidarności powinniśmy być dumni, bo to my ją stworzyliśmy.
Jedna rzecz mnie uderzyła podczas oglądania wystawy - nikt z szefów strajku w Stoczni Gdańskiej 1988, oprócz Wałęsy, nie został politykiem, nie zrobił kariery. To nazwiska dzisiaj nic nie mówiące. Jedynie w tle, jako „doradcy” pojawiają się na zdjęciach Nieznalskiego: Kaczyńscy, Mazowiecki, Borusewicz. Jedynie Jacek Merkel, spieniężył etos, założył później firmę „4 Media”, która okazała się giełdowym, sztucznie dmuchanym balonem, który ostatecznie sflaczał i przestał istnieć, chociaż jej szef wyciągnął z tego interesu niezłe pieniądze... Dzisiaj o nim cicho, może sączy Mohito, czy inną Pinakoladę gdzieś tam? Nie wiem. Pozostali - nie dorobili się na strajku.
Dosyć wspomnień i dywagacji. Wystawa Bogusława Nieznalskiego jest świetnie zrealizowana. Pod każdym względem. Jej kształt plastyczny nawiązuje do projektu architektonicznego ECS, co jest plusem całej wystawy.
Szkoda, że wtedy, gdy byłem naczelnym KF, nigdy nie napisaliśmy o Bogusławie Nieznalskim. Tego już nie naprawię.
Wzruszyłem się też przy Polskiej Poczcie, oddziale nr 1. 



Niemcy rozstrzelali 35 obrońców Poczty. Trudno to zrozumieć, skąd na początku wojny tyle barbarzyństwa Niemców, w końcu nie-głupiego narodu? Dlaczego tak potraktowali zwykłych, niegroźnych polskich urzędników pocztowych, pocztylionów i innych asystentów pocztowych? To trudno zrozumieć. Obrońców Westerplatte potraktowali podobnie. Za co nas aż tak bardzo nienawidzili?! Czy nie za szybko i nie za łatwo im wybaczyliśmy? Bo dojczmarki przywozili i zostawiali? Nie wiem.
Z drugiej strony patrząc, podoba mi się w Trójmieście, że nie pomija się tu swojej niemieckiej przeszłości. Jest wiele ulic, pomników, nazw miejsc, budynków, obelisków i innych upamiętnień tego, że jeszcze niedawno tu były Niemcy. We Wrocławiu, o ile wiem, ale może się mylę, jest inaczej. 
Co do rowerowego Gdańska, to tylko pozazdrościć. Mądre władze tu mają: ścieżek coraz więcej. Myślę, że jest tu więcej ścieżek niż w Amsterdamie, więcej kilometrów. Danek, szwagier z Koszalina, powiedział mi, że podobno jest jakiś europejski projekt, żeby można było rowerami przejechać z Gdańska do Niemiec. Kurde, jak byłoby pięknie, żeby kraje w Europie były połączone nie tylko autostradami, ale też bikostradami! 




13 komentarzy:

  1. Zdjęcia Bogusława Nieznalskiego widziałem kiedyś na wystawie (jej tematem był chyba stan wojenny), której kuratorką była Anna Betata Bohdziewicz. ŚWIETNE! I właściwie najlepsze spośród tam pokazywanych.
    Przy okazji, Bogusław Nieznalski jest ojcem artystki Doroty Nieznalskiej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Po zdjęciach widzę, że wystawa znajduje się na ulicy Grobla I. Dokładnie vis-a-vis Gdańskiej Galerii Fotografii, czyli w zasadzie jedynej galerii fotograficznej w całym Trójmieście (no comments).

    Co do urbanistyki Gdańska to moglibyśmy podyskutować. Niedaleko starego miasta, od kilku lat trwa w najlepsze burzenie i oranie terenów stoczni gdańskiej, której budowa (oczywiście pod inną nazwą) rozpoczęła się w 1804 roku i wiele budynków z tamtych czasów stoi nadal (lub właśnie zostało zburzonych). To było miasto w mieście, które istniało przez 200 lat i właśnie jest inicestwiane "po cichu". Więc sorry, ale akurat władz Gdańska za dbanie o dziedzictwo architektoniczne bym nie chwalił.
    A ścieżek rowerowych sąsiednia Gdynia ma dużo więcej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh Macieju, zawsze możesz to zamknąć to w czarnej magicznej ramce ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Pogrzeb zawsze można zrobić, ale po co w ogóle zabijać pacjenta? ;)
    Poza tym Michał Szlaga wypuścił ostatnio album w tym temacie i w zasadzie... nic dodać nic ująć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy album Michała Szlagi można gdzieś kupić? Szkoda, że on wpierw ten materiał w Warszawie pokazuje, a nie w Gdańsku, najlepiej wtedy, gdy byłem w tym mieście...
    Ogólnie - ciesze się, że Gdańsk nie zapomina o Solidarności, a nawet na tej legendzie „robi biznes” - patrz budowane monumentalne Europejskie Centrum Solidarności... Świat szybko zapomina, a po latach będzie się mówiło, że komunizm w Europie obalili NRD-owcy z Berlina Wschodniego, bo rozebrali mur.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam. Mialem przyjemnosc byc na otwarciu tej wystawy w Gdansku. zdaje sie, za cala ekspozycja zawierala rowniez fotografie innych autorow, a nie tylko B. Nieznalskiego. Na otwarciu bylo kilkadziesiat osob z marzalkiem Borysewiczem m.in. Niestety po kilku dniach czesc ekspozycji zostala zdemolowana.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, w podpisach pod zdjęciami było to odnotowane - kilka zdjęć było innych autorów. Kiedy ja oglądałem wystawę nie było śladów demolki, więc pewnie zostało naprawione.

    OdpowiedzUsuń
  8. Waldek, ksiazke mozna kupic w bookoffie:
    http://www.bookoff.pl/product-pol-9756-STOCZNIA-SZLAGA-egzemplarz-podpisany-.html

    Premiera specjalnie była w Warszawie, ze względu właśnie na "niesprzyjający" klimat w Gdańsku. Ale drugie spotkanie ma być (albo już było) w Gdańsku. Byłem na tym warszawskim spotkaniu, niezmiernie ciekawe. Dla mnie, czyli faceta z Trójmiasta, podwójnie, ale dla wszystkich pozostałych na pewno też.
    Abstrahując już od tej urbanistycznej dyskusji, książka jest niezwykła jako fotograficzny dokument (w sensie konstrukcji wydawnictwa), fotografie same w sobie świetne, i z pewnością warto ją mieć. Napiszę zresztą niedługo artykuł na ten temat na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  9. aha, no i jeszcze taki dodatek do tego albumu. niezbędny.
    https://vimeo.com/74643372

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki, Maciej. Książkę zamówiłem, filmik obejrzałem. Podzielam Twój zachwyt i „szacun dla Michała”.
    Na pewno też napiszę tu swoją recenzję, gdy książka nadejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobra Waldek, a teraz opisz nam swoje wrażenia, jak otworzysz tę paczkę ;))

    OdpowiedzUsuń