poniedziałek, 6 marca 2017

Odwieczny spór o czarną ramkę...

W 2001 zdjęciem w Sobiesierniach (może mówi się – w Sobiesierni? bo w mianowniku jest Sobiesiernie?) rozpocząłem fotografowanie do cyklu „Cisza”, który trwa do dzisiaj. Prawdę mówiąc, robiąc to pierwsze zdjęcie, jeszcze nie wiedziałem, że to początek cyklu – ot, po prostu zrobiłem coś, co wpadło mi w oko, kiedy z Jolą jadąc rowerem postanowiliśmy chwilę odpocząć na przystanku autobusowym. Usiedliśmy, popiliśmy wody (jak zwierzęta!) z biodonów, a jakieś 15-20 metrów naprzeciw nas, stała resztka jakiegoś budynku. Wcześniej przejeżdżałem rowerem czy autem obok setek, a może tysięcy tego typu widoków i nic, nie wpadły w fotograficzne oko, a tym razem tak. Musiałem to zdjąć.


Sobiesiernie, 2001
To zdjęcie mnie uwiodło, wykonałem wiele kopii, styków (bo ja wtedy, pod wpływem przede wszystkim Bogdana Konopki chciałem robić styki). Sami oceńcie, która wersja – z czarną ramką czy bez – jest lepsza, czyli: która bardziej Wam się podoba? 


Sobiesiernie, 2001 (w takiej wersji, z czarną ramką, fotografia ukazała się w „Ciszy” z 2008)

Od paru lat wycinam czarną ramkę – tak jest od „Typografii ciszy” z 2012 i „808,2 km” z 2015. Także następne moje publikacje będą bez czarnej ramki, chociaż „nigdy nie mów nigdy”, więc być może kiedyś znowu mi się spodoba. 
Wojtek Wilczyk, także Adam Mazur skrytykowali czarną ramkę jako wyraz staromodnej maniery, Wojtek nazwał to „postarzaniem archiwum” i w pewnym stopniu się z nimi zgadzam: czarna ramka to maniera – w polskiej fotografii „wymyślili” i wypromowali ją Wojtek Zawadzki, Andrzej Jerzy Lech oraz Bogdan Konopki i cała plejada tzw. fotografów „z Jelonki”. Cenię i kocham twórczość tych fotografów, ale też odczuwałem i nadal odczuwam potrzebę pójścia własną drogą, dlatego najprostszym zabiegiem było ogłosić swoją niepodległość poprzez rezygnację z czarnej ramki i powiększanie negatywów. Można oczywiście powiększać z czarną ramką, ale ten wariant zawsze wydawał mi się nienaturalny. Co Państwo na to?

9 komentarzy:

  1. Ja powiem tak. Tak jak na stykach ramka się broni tak na powiększeniu to już właśnie maniera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam. Chociaż jest wyjątek. Mianowicie wtedy, gdy na powiększeniu pojawia tylko trochę ramki, jakieś wąziutkie fragmenty i to niekoniecznie na każdym z czterech boków. Taki „ślad ramki”, który wskazuje na to, że powiększono całą klatkę, bez kadrowania.

      Usuń
  2. Problem odwieczny acz wydumany. Jeden lubi z ramką drugi bez ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak. Trudno jednak wyobrazić mi sobie zdjęcia Bogdana Konopki bez czarnej ramki. To jego znak rozpoznawczy, chociaż znam też jego zdjęcia bez czarnej ramki. A jak już jestem przy tym nazwisku, to bardzo chciałbym zobaczyć powiększenia z wielu jego fotografii – obojętnie: z ramką czy bez. Jestem pewien, że nie straciłyby nic z uroku jaki mają, a nawet – według mnie – zyskałyby nowe wartości.

      Usuń
  3. Z jednej strony, są tacy którzy ramkę docenią ze względu na to, że widzą czy ktoś operuje całym kadrem lub nie (dla niektórych to ważne), ale wydaje mi się, że dla ogromnej większości odbiorców i tak najważniejsze będzie to, co ostatecznie jest na samej fotografii. Gdy oglądam czyjeś zdjęcia, to tak naprawdę mnie nie interesuje, czy podziwiam powiększony wycinek, czy całą klatkę. Treść jest znacznie ważniejsza. Swoją drogą, wycinek też trzeba umiejętnie wykadrować przy powiększaniu.

    Najważniejszy jest efekt ostateczny, choć gdy "zabieg kosmetyczny" w postaci ramki jest dla danego ujęcia pożądany, bo uzasadnia to treść...to czemu nie? :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że stosowanie czarnej ramki jest czymś więcej niż zabiegiem estetycznym czy manierą, jest również opowiedzeniem się w sprawie przynależności do określonej grupy, środowiska. To sprawa myślenia o fotografii i tego, do czego autor się odwołuje, do czego nawiązuje. Gdy ja stosowałem czarną ramkę, to chciałem nie tylko, żeby to ładnie wyglądało, ale chciałem również, a może przede wszystkim zamanifestować swoje umiłowanie starej fotografii, która przecież była wielkoformatowa. Czarna ramka podkreślała też miłość do fotografii analogowej, do klasycznej ciemni, czyli do traktowania fotografii nie tylko jako obrazu, ale też jako przedmiotu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ok, wszystko się zgadza i jak najbardziej to rozumiem, bo sam fotografuję m.in wielkoformatowo i wyłącznie analogowo. Jeśli ramka ma dla autora znaczenie i ma on potrzebę takiego manifestu, to oczywiście to uszanuję. Sam zresztą daję ramki, bo 9x12, czy 13x18 odbijam stykowo - mój domowy, wykonany ze "śmieci" powiększalnik używany jest b.rzadko.

    Trochę rozbiega mi się o to, o czym rozmawialiśmy w Wągrowcu (odnośnie wystawy o Warcie, która odbywała się przy okazji festiwalu filmowego) - o stosunek przeciętnego odbiorcy fotografii wobec samej fotografii (jako sztuki, czy materialnego nośnika obrazu), czy techniki jej wykonania. Analoga i klasyczne techniki srebrowe docenią przede wszystkim znawcy, czy starsze (mówię ze swojej perspektywy 30-latka) pokolenia, ale jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z docenieniem barytu i pracy w ciemni to prawda. Dla przeciętnego Kowalskiego nie będzie to miało najmniejszego znaczenia. Jemu się obraz podoba lub nie. Ewentualnie co drugi wyrazi zdziwienie, że w ogóle jeszcze takie rzeczy ktoś robi, bo "on to kiedyś w łazience...". Dodatkowo współczesny odbiorca stając przed dwoma fotografiami jedną cz-b wymęczoną w ciemni przez dwa dni a drugą kolorową z telefonu przepuszczoną przez autofixa w telefonie i filtr hdr na poziomie 7 i tak wybierze kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Koniec końców najważniejsze jest to, „o czym się mówi” swoją fotografią, czyli temat, jaki się realizuje, czyli treść, ale forma jest też elementem ważnym, bo ona nie tylko komunikuje treść, ale też jest elementem znaczącym. Każda sztuka, to też przedmiot. A odbiorcy fotografii, kolekcjonerzy, znawcy, galerzyści, muzealnicy – wiedzą, że byle co, zrobione byle jak – nie jest wiele warte...

    OdpowiedzUsuń